Jest taki żart:
Ślepy i głuchy płyną łódką na drugą stronę jezioro. Głuchy wiosłuje. Na
środku jeziora złamało mu się wiosło: „Tośmy kurwa dopłynęli ..”, a ślepy
wysiadł ….
Żart ten nasuwa się w trakcie
seansu filmu, którego fabuła jest absurdalna – jakich mało. Otóż matka,
partnerka magika, rodzi dziecko … niewidzialne. Dzieciak normalnie się
wychowuje, jak gdyby nigdy nic. Poznaje w dodatku niewidomą dziewczynkę, z
którą UWAGA … bawią się w chowanego. Ślepa szuka, Anioł się chowa. Niestety
film jest na poważnie (raczej), więc to nawet nie śmieszy.
Film niestety jest wolny, dłuży
się, nuży – mimo że trwa wszystkiego 80 minut. Jest ciężki – wielu rzeczy trzeba
się domyślać, jakiś szczegół umknie i już nie wiadomo, czy dziewczyna jest
ślepa, czy tez już widzi, gdzie się dzieje akcja, co jest fikcją, co prawdą.
Uważny widz może się rozkoszuje takimi formami filmowymi, ale dla szerokiej
publiczności taka forma jest absolutnie niestrawna. Bo jak nie wiadomo o co
chodzi to „Mój anioł” traci swój urok, który może i posiada ponieważ trzeba
przyznać, że jest ładnie sfotografowany, za co został zresztą wyróżniony.
Oczywiście można przeczytać trzy recenzje
i rozkoszować się obrazami, ale chyba nie o to chodzi, żeby wcześniej wiedzieć
co (i gdzie) w ogóle się dzieje na ekranie.
W kinach jest grany (w Warszawie)
na jednym seansie, w jednym kinie, z minimalną frekwencją. Furory nie zrobi.
Kolejna niepotrzebna premiera, chociaż pomysłu na fabułę można twórcom pogratulować.
Zwiastun:

No comments:
Post a Comment