Seria
Marvela doszła do ściany. Zebrała więc wszystkich bohaterów, aby przez
dwie i pół godziny w „Wojnie bez granic” bić głową w mur.
Nie
ma w uniwersum Marvela chwili spokoju. Światu zagraża Thanos,
wyróżniający się pomarszczoną brodą. Zbiera różnokolorowe kamienie, a
jak już nazbiera to stanie się coś złego. Na tyle złego, że aby temu
zapobiec w szranki staje cała plejada, która do tej pory została przez
studio Marvela wymyślona: do Avengersów (Iron Man, Thor, Hulk, Kapitan
Ameryka, Spider-Man, Czarna Wdowa) poprzez Strażników Galaktyki aż po
Czarną Panterą. Co za dużo to nie zdrowo? Niestety TAK.
Może
dla fanów tego rodzaju filmów (a szczególnie dla maniaków komiksów) to
raj i okazja do wielu odniesień z poprzednich odcinków. Brak lub nawet
niepełna znajomość serii istotnie jednak ogranicza przyjemność oglądania
„Wojny bez granic”. Sama w
sobie jest bowiem filmem niezrozumiałym, a może nawet irytującym. Co
chwila pojawiają się jakieś nowe postacie, które siłą rzeczy po
kilkunastu minutach muszą ustąpić pola kolejnym.
Co
gorsza nikt z nich nie ma za bardzo pomysłu na udaremnienie chytrego
planu Thanosa, a nadciągające nieszczęście wydaje się nieuchronne.
Trudno w takiej sytuacji emocjonować się kolejnymi konfrontacjami,
będącymi w istocie zwykłym mordobiciem, tyle że perfekcyjnie doprawionym
efektami specjalnymi. Patetyzm (Avengersi) miesza się z poczuciem
humoru (Strażnicy Galaktyki), a efektowna scena bitewna nieuchronnie
przypomina filmy z całkiem innej, równie kasowej serii.
W
tym całym chaosie wyróżnia się co najwyżej Czarny Charakter. Thanos
jest wyrazisty, obecny w fabule od początku do końca, jako jedyny
przykuwa uwagę wzbudzając zainteresowanie. Tak bardzo, że to jemu można z
czystym sercem kibicować, szczególnie że zaczyna rozsądnie uzasadniać
swoje niegodziwe plany. Pojawiają się tutaj całkiem znajome tematy:
przeludnienia, ograniczoności zasobów naturalnych, potrzeby oczyszczenia
gatunku. Nawet jeżeli Thanos pozostaje negatywną postacią, to jest to
najlepszy Czarny Charakter ze wszystkich filmów serii i rządzi pod
każdym względem w „Wojnie bez granic”.
Pod
względem realizacyjnym mamy to samo, co w poprzednich filmach Studia
Marvel, tyle .... że dwa razy więcej. A może nie dwa, a pięć. Warto
wybrać się do dobrego kina, na wersję trójwymiarową, bo atrakcji jest
wiele. Nawet za wiele, bo momentami głowa boli od hałasu, wybuchów i
demolki. Tylko, że tak naprawdę dobre kino zaczyna się pod sam koniec,
gdy to wszystko cichnie, rozpływa się w powietrzu. Całe zamieszanie,
zaangażowanie tylu postaci nabiera wówczas sensu, ale żeby do tego
dotrzeć trzeba przemęczyć się prawie dwie i pół godziny. Czy to wysiłek
do przełknięcia dla widza nie gustującego w tego rodzaju produkcjach?
Raczej wątpliwe. Trudno się zachwycać nawet tak bardzo efektowną
produkcją, gdy niezbędna jest znajomość kilkunastu wcześniejszych
filmów, a może i lektura komiksowych przygód bohaterów.
Dlatego
też, pomimo sukcesu frekwencyjnego i kasowego, najnowsza produkcja
Marvela nie zostanie na dłużej zapamiętana. W takim razie może i szkoda,
że nie jest ostatnią. Takie bicie głową w mur może się skończyć tylko
jednym – rozbiciem głowy. A to akurat pasuje do wydźwięku "Wojny bez
granic".
Film
zbiera znakomite recenzje krytyków, nasza ocena znacząco odbiega od
nawet najniższych. Oczywiście w takich przypadkach pojawiają się zarzuty
o płatne protekcje - trudno żeby wszyscy krytycy gustowali w takiej
chale. Dla nas najważniejsze są odczucia widzów, a te są mieszane –
pierwsza opinia która usłyszałem po seansie była taka, że nawet nie
warto czekać na scenę po napisach. Akurat na tą warto. Są też
entuzjastyczne, wielu w dało się w polemikę z naszą oceną.
Uwaga - to film w którym nawet "I am Groot" - rozczarował.
MEGA
Spoiler: jedyne co mi się podobało w tych "Wojnach bez granic", to to
że Thanos wszystkich unicestwił i to w sposób cichy, spokojny - po
prostu zmieniają się w pył, i to jest fajne bo mam już serdecznie dość
tych wszystkich superbohaterów, więc ... bardzo, ale to bardzo się
wkurzę, jak w kolejnej wersji się okaże że wszyscy zmartwychwstaną jak
ostatnio Supermen ...
Zwiastun:
Polska premiera: 26 kwietnia 2018
Produkcja: USA
Rok: 2018
Gatunek: fantasy
- Reżyseria: Anthony Russo, Joe Russo
- Scenariusz: Christopher Markus, Stephen McFeely
- Obsada: Chris Hemsworth, Robert Downey Jr., Benedict Cumbebatch, Chris Evans, Josh Brolin, Chris Pratt

No comments:
Post a Comment