![]() |
| Siedem lat jednej nocy, reżyseria Chang-min Choo |
Propozycja dla zwolenników mrocznego,
klimatycznego kina koreańskiego. W kinie trudno było odnaleźć, a w domowych
pieleszach ciężko przetrwać zbyt długi metraż i zagmatwaną fabułę.
Sztuczne jezioro, które w wyniku błędu
inżyniera doprowadziło do śmierci tysięcy ludzi. To tam dochodzi do jeszcze
jednej tragedii. Mała dziewczynka wbiega w nocy pod pędzący samochód. Sprawca
wypadku robi rzecz niewybaczalną. Ojciec dziewczynki, szanowany dentysta, na
chłodno, przez tytułowe siedem lat, przygotowuje precyzyjną zemstę.
Scenariusz, oparty na powieści, nie
jest wcale łatwy do ogarnięcia, chociaż tytuł zdradza zakończenie, a i sama
fabuła w praktyce jest stosunkowo przewidywalna. To w końcu coś na kształt kina
zemsty, do której dojść musi i jak to często bywa nie przyniesie oni nic
dobrego. Reżyser jednak miesza wątki, wprowadza nielinearną narrację, mnoży
ważne dla motywacji bohaterów postacie drugoplanowe. Wymaga to skupienia od
widza i dobrego rozeznania ktoś jest kim, co przy tak mrocznym klimacie i
azjatyckich rysach twarzy jest zadaniem trudnym. Dopiero pełne skupienie
pozwala jednak poczuć klimat i doszukiwać się głębszych rysów psychologicznych.
Jest to film, który może wciągnąć, ale europejski widz ma niezwykle trudne
zadanie.
Problem polega bowiem również na
koreańskich aktorach, który nie tak łatwo odróżnić. Bohaterów i wątków w filmie
jest wiele, scenariusz nie ułatwia zadania, przez co można się łatwo pogubić,
tracąc przyjemność w obserwowaniu mozolnego składania fabularnej mozaiki. Film
jest zdecydowanie za długi, końcówka to już prawdziwy koszmar, ale nie ze
względu na to co się dzieje na ekranie, tylko na znużenie, które wywołuje u
widza.
Utrzymywany typowy dla tego typu kina
koreańskiego klimat tworzony jest przez mroczne zdjęcia, stonowaną muzykę, przemyślaną
scenografię, dopasowane kostiumy i sprawny montaż. Dużo lepiej ten film odebrać
w ciemnej sali kinowej. Niestety polski dystrybutor powiedział „A” wprowadzając
film do regularnej dystrybucji, ale nie powiedział „B” zapewniając odpowiednia
ilość seansów, które nawet w Warszawie można było policzyć na palcach jednej
ręki. Film można co prawda odnaleźć w innych miejscach (tych z kategorii równo
mrocznych, co zdjęcia do tego filmu), ale z lektorem, na ekranie laptopa to
jednak nie to samo – szybciej można przysnąć niż wciągnąć się w historię. Szacunek
dla dystrybutora Mayfly za próby wprowadzania do kin filmów koreańskich, ale
bez reklamy i szerszej dystrybucji efekt jest taki jak tym razem – całkiem
ciekawy chociaż trudny w odbiorze thriller obejrzało ledwie 91 widzów.
Jest to propozycja dla widzów
gustujących w bardziej monotonnym tempie narracji, pomimo tych wszystkich
skomplikowanych powiązań i gatunku charakterystycznego dla thrillera. Wiele
scen jest jednak wydłużanych jak w kinie artystycznym, pozwalając czerpać
przyjemność tylko i wyłącznie widzom przyzwyczajonym do takich zabiegów. Może
był to nawet błędny wybór twórców, bo świetnie radzą sobie oni w konwencji kina
czysto sensacyjnego. Chociażby jedna z pierwszych scen samochodowych jest
niezwykle emocjonująca, bardzo sprawnie zrealizowana w oparciu o naprzemienne
sceny zbliżeń i szerokiej perspektywy oraz szybki, charakterystyczny dla kina
sensacyjnego montaż. Wyraźnie jednak twórcy poleli postawić na budowanie
klimatu i bardziej artystycznego kina, przez co ograniczyli krąg odbiorców tego
dzieła. Może więc się spodobać, ale raczej nielicznym.
Plusy:
- klimat
- zdjęcia
- ciekawa, acz zbyt pokomplikowana historia
Minusy:
- monotonia fabuły
- zbyt wiele wątków, bohaterów i linii czasowych
- przedłużona końcówka
- trudno rozpoznawalni aktorzy
- słaba dystrybucja
Zwiastun:
Tytuł oryginalny: 7 Nyeon-eui Bam
Polska premiera: 26 października 2018
Dystrybutor: Mayfly
Produkcja: Korea Południowa
Rok: 2018
Gatunek: thriller
- reżyseria: Chang-min Choo
- scenariusz: Chang-min Choo, Yong-Yeon Lee, You-Pyung Lee na podstawie powieści You-Jeong Jeong
- zdjęcia: Kyung-ho Ha
- muzyka: Ja wan Koo
- obsada: Seung-ryong Ryu, Dong-gun Jang, Kyeong-pyo Ko, Jung-Hee Moon, Sae-Beauk Song

No comments:
Post a Comment