![]() |
Kursk, reżyseria: Thomas Vinterberg |
Filmowa adaptacja książki o tragedii
rosyjskiego statku podwodnego z ładunkiem atomowym. Wydarzenia sprzed 18 lat –
dobrze znane, bo wówczas bardzo szeroko relacjonowane i komentowane.
Tuż przed kolejną wyprawą na Morze
Barentsa marynarze ze statku Kurs są w znakomitych nastrojach: ślub jednego z
nich pozwala na dobrą zabawę przed ryzykowną misją. Humory im psuje pogarszający
się stan techniczny jednostek i trudne do akceptacji rozkazy dowódców. Zbyt
długie przetrzymanie torpedy przy wzroście temperatury powoduje tragiczny
wybuch. Statek osiada po serii eksplozji na dnie Morza Barentsa. I tak dobrze,
że nienaruszony został ładunek atomowy, co przyniosłoby konsekwencje na skalę
Czarnobyla. Ponad 20 marynarzy cudem przeżyło wybuchu. Przez tydzień uwięzieni
w zimnym i mokrym pomieszczeniu czekają na pomoc. Akcja ratunkowa jest trudna i
przewyższa możliwości techniczne rosyjskiej marynarki. Pomoc zewnętrzna –
oferowana głównie przez Anglików zostaje odrzucona z uwagi na tajemnice
techniczne okrętu. Nie pomaga determinacja rodzin, ani dobre stosunki
angielskiego (Colin Firth) i rosyjskiego dowódcy.
Historia o doskonale znanym finale, a
więc duński reżyser Thomas Vinterberg, znany do tej pory z bardziej
artystycznego kina jako jeden z prekursorów Dogmy, stara się uatrakcyjnić
produkcję w inny sposób. Film toczy się na trzech płaszczyznach: wśród
uwięzionych marynarzy, na linii rodziny – władze rosyjskie oraz w gronie
angielskiej marynarki obserwującej przebieg zdarzeń. Te trzy narracje wzajemnie
się ze sobą przenikają, jednak ich rozplanowanie nie jest idealne. Na długie
momenty niknie chyba najciekawszy wątek tragedii przeżywanej przez rodziny.
Jakby na potwierdzenie tej ważności ta kwestia uwypuklona zostaje w finale
filmu (stanowiąc klamrę także do pierwszej sceny), a scena w cerkwi i końcowe
podsumowanie sugerują, że ukazanie bólu sierot było najważniejszym celem reżysera.
To jednak nie wybrzmiewa tak silnie przez cały film.
Dużo więcej jest scen z walki załogi o
przetrwanie, która w trudnych warunkach próbuje podejmować optymalne decyzje. Mieszają
się zdroworozsądkowe oceny sytuacji, żarty (o niedźwiedziu polarnym) i picie
wódki na podniesienie morale, ale także przypadki szalonych decyzji,
przedwczesnego entuzjazmu i zwykłego braku odpowiedniego przeszkolenia.
Nie do końca udało się przekazać
techniczne uwarunkowania sytuacji, co dla widza może być pewnym problemem (pewnie
dużo lepiej udało się to w książce). Sekwencja ta zobrazowana jest w konwencji
kina katastroficznego, duński reżyser poradził sobie z dynamicznymi scenami,
dozując efekty specjalne. Zdecydowanie lepiej mu jednak wychodzą sceny bardziej
stonowane – na przykład taka podczas wypłynięcia Kurska z rosyjską muzyka w tle
i ogromem statku - jest najlepszą w całym filmie.
Najgorzej wypada trzecia sfera
narracyjna odnosząca się do działań brytyjskiej marynarki. To, że inne kraje
śpieszyły Rosji z pomocą, która zapewne uratowałaby część załogi, jest faktem
tak oczywistym, że budowanie tutaj napięcia nie przynosi efektu. Razi również
obsadzenie w kluczowej roli Colina Firtha, słabo pasującego do tej roli, a samą
swoją postacią zbyt się wyróżniającego z tłumu. To film rozłożony aktorsko, bez
większych gwiazd – stąd brytyjski aktor stanowi pewien dyskomfort (nie
wszystkich – dla Gosi uosabiał brytyjskość floty). Najgorsze jednak jest to, że
sceny „brytyjskie” zupełnie nic nie wnoszą do opowiadanej historii. Jeżeli
chciano uwypuklić obojętność rosyjskich decydentów to raczej należało zwiększyć
udział sekwencji walki rodzin o prawdę – to dobrze wychodzi na przykład w
scenach konferencji prasowych.
Największy problem film ma jednak w
sferze językowej. Trudno przełknąć angielski z udawanym rosyjskim akcentem na
pokładzie Kurska. Często nawet trudno się zorientować, w którym sztabie toczy
się dialog, bo wszyscy mówią równie płynnie po angielsku. Jak już zrobiono film
dla półinteligentnów to należało ustawić widoczną flagę, aby to było jasne.
Pomimo tych mankamentów „Kursk” jest
filmem poprawnie zrealizowanym, próbującym przekazać prawdę o tych tragicznych wydarzeniach,
a dla wielu wnoszącym wiele nowej wiedzy. Są długie momenty gdy ogląda się z
zapartym tchem, a dramat marynarzy i ich rodzin jest przekonujący. Pewnie
lepiej byłoby, gdyby sami Rosjanie zekranizowali tę tragedię, ale z uwagi na okoliczności,
wiarygodny film na ten temat w Rosji nie jest możliwy do zrealizowana.
Pozostaje więc jedynie uwierzyć, że na dnie Morza Barentsa rozmawiano po
angielsku.
Rosjanom zapewne zaprezentowany w
filmie przekaz się nie spodoba, chociaż już rodzinom ofiar z dużą doza prawdopodobieństwa
tak (podobnie jak w naszym „Smoleńsku”). Zastosowano tutaj jednostronną ocenę
faktów, a decyzje dowództwa są jednoznacznie negatywnie ukazane. A czy aby na
pewno dowódcy innych flot zachowaliby się w podobnej sytuacji równie nieludzko –
wcale nie ma takiej pewności. Tej obiektywności może trochę brakować, ale tylko
trochę. Bo jednak może ważniejsze żeby z tym filmem poszedł w świat jednoznaczny
przekaz stanowiący hołd dla tragicznie zmarłych marynarzy.
W filmie zastosowano ciekawy motyw z ekranem.
Otóż gdy Kursk wypływa format ekranu zostaje powiększony. To ciekawie wygląda w
dobrych kinach, gdy wówczas potęgowane jest przez rozszerzanie zasłon. Ma to na
celu wyraziste przejście z klimatu kina kameralnego do efektownego widowiska.
Odzwierciedla to wcześniejsze dokonania duńskiego reżysera i znanego
francuskiego producenta Luca Bessona.
Plusy:
- historia
- wiele ciekawie zrealizowanych scen
- utrzymanie napięcia
- sprowadzenie tragedii na poziom rodzinny
- żart o niedźwiedziu polarnym
Minusy:
- anglojęzyczność Rosjan
- Colin Firth
- zanikanie wątku rodzinnego
- jednostronny osąd rosyjskiego dowództwa
Zwiastun:
Polska premiera: 14 grudnia 2018
Produkcja: Belgia, Francja, Luksemburg
Rok: 2018
Gatunek: dramat
- reżyseria: Thomas Vinterberg
- scenariusz: Robert Rodat na podstawie książki "Time to Die" Roberta Moor'a
- obsada: Matthias Schoenaerts, Colin Firth, Léa Seydoux, Peter Simonischek, August Diehl

No comments:
Post a Comment