Gdyby sugerować się li tylko ocenami krytyków
chodzenie do kina byłoby prawdziwą męką pełną pretensjonalnych i nudnych
produkcji. Takich jak ten wychwalany koreański kandydat do Oscara.
Bohater filmu Lee Jong-su – znany
wszystkim polskim widzom koreański aktor Ah In Yoo spotyka dziewczynę z
dzieciństwa Shin Hae-mi równie znane koreańskie nazwisko: Jong-seo Jun. Co
prawda w pierwszej chwili nie poznaje dziewczyny wywijającej w kusej spódniczce
balonami, ale po wytłumaczeniu o operacji plastycznej zaprasza ją na kawę, a
finalnie – tj. na samym początku filmu – lądują w łóżku. Dziewczyna prosi go o
pomoc w trakcie swojej nieobecności – wyjazd do Afryki, i opiekę nad kotem,
starannie ukrywającym fakt swojego istnienia. Po powrocie z Afryki pojawia się
konkurent do serca Shin – Ben (pozdrowienia
dla Bena Jerzmanowskiego), facet jeżdżący najnowszym modele Porsche. Jong-su
ma również inne problemy – jego ojciec został oskarżony, a nie broni się w sądzie
dość skutecznie.
Myliłby się ktoś, że wiele się dzieje
na ekranie. Wprost przeciwnie – przez pierwsze półtorej godziny nie dzieje się
praktycznie nic, jeżeli nie liczyć aktów onanizmu, czy palenia marihuany. A potem
następuje coś w stylu filmów Lyncha, tylko w zwolnionym tempie: ktoś znika, nie
wiadomo czy w ogóle istniał(a), a najważniejszym dylematem jest istnienie
studni w wiosce z dzieciństwa. No i kot – czy w końcu się objawi na ekranie. Trzeba
mieć trochę nie po kolei w głowie, żeby emocjonować się tym scenariuszem. Powstał
on na podstawie krótkiego opowiadania japońskiego pisarza Harukiego Murakamiego.
I to widać – bo nadmiernie rozbuchany do dwuipółgodzinnego filmu razi dłużyznami
i brakiem akcji.
Realizacyjnie jest to typowe kino
azjatyckie: długie ujęcia, sporadyczne dialogi, przedłużane sceny. Zdecydowanie
wyróżniają się tutaj zdjęcia operatorskie. Film jest kolorowy, wyrazisty, tyle
że nudny. Na uwagę zasługuje również muzyka w kilku, szczególnie odważniejszych
scenach (tak - Jong-seo Jun pokazuje swoje piersi). Fani tego typu kina
powiedzą, że został zbudowany odpowiedni klimat, wszyscy pozostali będą
walczyli z sennością.
Był to dla nas trudny seans również ze
względu na okoliczności. Dotarliśmy w ostatniej chwili do kina Amondo i przypadło
nam miejsce w pierwszym rzędzie. W dodatku w nowej sali (Amondo stało się
multipleksem) fotele są równie niewygodne co w starej. Przesiedzenie ponad dwie
godziny w takich warunkach to poświęcenie. Gwoli prawdy trzeba dodać, że tylko
jedna osoba wyszła. Większość więc była przygotowana na takie kino. My
wyszliśmy zmasakrowani i żaden Oscar dla tego filmu, czy kolejna entuzjastyczna
recenzja tego nie zmieni. Szczerze odradzamy.
Plusy:
- kot
- zdjęcia
- rarytas dla fanów prozy Murakamiego i zwolenników azjatyckich klimatów
Minusy:
- scenariusz
- przedłużanie scen
- dialogi
- niewykorzystany kontekst społeczny
- 148 minut
Zwiastun:
Tytuł oryginalny: Beo-ning
Polska premiera: 28 grudnia 2018
Dystrybutor: Aurora Films
Produkcja: Korea Południowa
Rok: 2018
Gatunek: thriller
- reżyseria: Chang-dong Lee
- scenariusz: Chang-dong Lee, Jung-mi Oh na podstawie opowiadania Harukiego Murakamiego
- obsada: Ah In Yoo, Steven Yeun, Jong-seo Jun, Soo-kyung Kim, Seungho Choi

No comments:
Post a Comment