![]() |
| Kartoteka 64, reż. Christoffer Boe |
Adaptacja skandynawskiej powieści
kryminalnej. Dla amatorów mrocznych klimatów i aktywistów przyjaznych napływowi
emigrantów.
W trakcie remontu kamienicy w
Kopenhadze odkryty zostaje zamurowany pokój z zabalsamowanymi zwłokami trupów
siedzących przy stole przy posiłku w postaci własnych genitaliów. W dodatku
jedno z krzeseł jest przewrócone, jakby ofiar miało być więcej. Śledczy
przystępują do poszukiwania sprawcy tego makabrycznego mordu. Równolegle w roku
1961 młoda dziewczyna zostaje przyłapana w niedwuznacznej sytuacji z kuzynem i
wydalona do ośrodka wychowawczego dla młodych kobiet na wyspie Sprogø, gdzie
dochodzi do wielu naruszeń ich godności osobistej.
Prostolinijna, w większości
przewidywalna, intryga kryminalna. Film odkrywa kolejne elementy układanki, a
zaskakujący zwrot akcji jest jeden, i też nie jakiś specjalnie wymyślny. Jeżeli
coś szokuje to sposób traktowania kobiet w niedalekiej przeszłości (w sumie w
cywilizowanym kraju europejskim). Osobnym tematem jest współczesna intryga
wręcz polityczno-spiskowa odnosząca się do problemu napływu emigrantów.
Scenariusz zakłada powstanie elitarnej grupy spiskującej z programem do
zwalczania asymilacji przybyszy w społeczeństwie, a dokładniej ograniczenia ich
płodności. O ile przeszłe problemy kobiet wyglądają wiarygodnie, o tyle ta
współczesna intryga jest szyta grubymi nićmi, a film niepotrzebnie próbuje
przypodobać się określonym grupom politycznym. Podkreślone jest to także
postacią jednego ze śledczych pochodzącego spoza społeczeństwa duńskiego.
Film jest adaptacją czwartej powieści
o śledczych Departamentu Q. także poprzednie zostały sfilmowane, co powoduje
już wrażenie podrzędnego serialu telewizyjnego. Bo niestety konwencja jest
tutaj na wskroś podobna, a duet śledczych nie wnosi za wiele nowego. No chyba,
że jak ktoś spostrzegł po raz pierwszy zostają zmuszeni do płaczu. Próbuje się
trochę ocieplić ich wizerunek poprzez sympatyczną asystentkę, jednak te
luźniejsze, wywołujące nawet śmiech na widowni, sceny giną w natłoku wydarzeń
mrocznych i typowego chłodnego skandynawskiego konfliktu. Trzeba bowiem
nastawić się od początku na drastyczne sceny, które dotyczą zarówno
współczesnych, pod przykrywką luksusowych gabinetów ginekologicznych, jak i
przeszłych, w obskurnych pokojach domu wychowawczego, praktyk wobec kobiet. Przez
długi okres seansu ta prowadzona równolegle narracja z lat 60-tych jest lepiej
zrealizowana (chociażby pod względem scenariuszowo-kostiumowym), jednak jej
potencjał się wyczerpuje, i w finale jesteśmy skazani na absurdalne
scenariuszowo strzelaniny (koszmarna scena z motocyklistami i finałowa w
klinice).
Film cierpi na pierwowzór książkowy
próbując upchać wszystkie wydarzenia i dość bogaty, chociaż prosty do
przewidzenia, ciąg wydarzeń. Z jednej strony powoduje to że akcja jest wartka,
z drugiej, że łopatologiczna. Widz tutaj nie ma nic do roboty, do myślenia –
dostaje wszystko podane na tacy. To co raz bardziej spycha te skandynawskie
kryminały do produkcji telewizyjnej, szczególnie że nie zachwycają także
realizacją, aktorstwem, czy psychologią postaci. Pochwalić można jedynie
czarny, a tutaj bardziej ze względu na ubiór biały, charakter, tyle że też od
początku można się domyślić co się kryje pod przykrywką współcześnie
powszechnie szanowanego naukowca i lekarza.
Może gdyby to był pierwszy na polskich
ekranach film w takim stylu jednak ocena byłaby wyższa. Ale najwyraźniej
nastąpił przesyt. Wskazuje nawet na to dość ograniczona dystrybucja: w pierwszych
dniach wyświetlania jedynie pojedyncze seanse w multipleksach.
Plusy:
- skandynawski klimat
- wątek traktowania kobiet w latach 60-tych
- wyrazisty czarny charakter
Minusy:
- przewidywalność fabuły
- wyczuwalny książkowy pierwowzór
- powtarzające się schematy z podobnych produkcji
Zwiastun:
Tytuł oryginalny: Journal 64
Polska premiera: 25 stycznia 2019
Produkcja: Dania
Rok: 2018
Gatunek: kryminał
- reżyseria: Christoffer Boe
- scenariusz: Nikolaj Arcel, Bo Hr. Hansen, Mikkel Nørgaard na podstawie powieści Jussiego Adlera-Olsena
- obsada: Nikolaj Lie Kaas, Fares Fares, Johanne Louise Schmidt, Søren Pilmark, Fanny Bornedal

No comments:
Post a Comment