Friday, July 14, 2017

"Rock Dog. Pies ma głos!" - Bono (7/10)


Niezwykle sympatyczna i nareszcie mądra edukacyjnie animacja. Która jakoś nie zyskała przychylności recenzentów i została mocno skrzywdzona za wtórność.


Tymczasem właśnie wnosi ona ożywcze tematy, w dodatku bardzo inteligentnie poukładane.


Pierwsza część filmu to tematyka nadopiekuńczego rodzica (w tym przypadku ojca), który lepiej wie od dziecka, co będzie dla niego najlepsze.

Tata Bono jest strażnikiem w wiosce owiec opętanym wizją kolejnego ataku wilku. Wszystko podporządkowuje zapewnieniu bezpieczeństwa. Zabronił nawet wydawania dźwięków, żeby się nie rozpraszać.

Dla swojego syna w pociesznej czapeczce ma oczywistą misję: ma również zostać strażnikiem. Tyle, że Bono, coś już wskazuje samo imię ma zupełnie inna pasję.

Ta część animacji jest generalnie bardziej dla rodziców. Zagadnienie jest ponadczasowa i sugestia twórców jak najbardziej słuszna sprowadzająca się do rady: "olej starych, idź za potrzebą serca". OK, nie zawsze jest to dobre rozwiązanie, ale każdy niech się uczy na własnych błędach.

Bono opuszcza górską wioskę, jak się okazuje słusznie ogarniętą strachem przed hordą wilków, żeby realizować swoją muzyczną pasję. Jak nietrudno się domyślić, szybko życie zweryfikuje jego entuzjazm. A naiwny nasz Bono jest na potęgę, i zwykła wycieraczka przed drzwiami daje sobie z nim radę.

Motyw nadopiekuńczego rodzica starcza na pół filmu i twórcy doskonale to wyczuwają wprowadzając wątek zmanierowanego gwiazdora muzycznego. Ten fragment filmu również można zadedykować niektórych dorosłym z sukcesami zawodowymi, którym od bogactwa i sławy już się poprzewracało.

I tak sprawnie dochodzimy do finału łagodnie wiążącego wszystkie wątki. Fabuła naprawdę dopracowana i pocieszna.

Sympatyczni bohaterowie to również atutu filmu, nawet ojciec-pies-strażnik ma coś w sobie, a sam Bono jest uroczo nieokrzesany. Na plan pierwszy jednak zdecydowanie wybija się kot-gwiazdor.

Animacja spoza najpopularniejszego studia daje radę, a kilka pomysłów (żywopłot) jest na najwyższym poziomie.

Polski dubbing nie przesadza z rodzimymi wstawkami (kilka jest np. o Lewym i Błaszczu), ale nie przeszkadzają one w odbiorze samej historii. Bo nie muszą - same gagi scenariuszowe są wystarczające do udanej zabawy. Świetnie wypad w dubbingu Dorociński, który powinien być magnesem dla dorosłej widowni (a jak widać mogą oni sporo wyciągnąć z tego filmu).

Bardzo się zdziwiłem czytając mało przychylne recenzje, a jeszcze bardziej gdy film sprowadzono do kalki "Zwierzogrodu" i "Singu". Trudno, nadętym recenzentom się nie podobało, może dlatego że równie krótko trzymają swoje dzieciaki.

Zwiastun:

No comments:

Post a Comment