Niezwykle sympatyczna i nareszcie mądra edukacyjnie animacja. Która jakoś nie zyskała przychylności recenzentów i została mocno skrzywdzona za wtórność.
Tymczasem właśnie wnosi ona ożywcze tematy, w
dodatku bardzo inteligentnie poukładane.
Pierwsza część filmu to tematyka nadopiekuńczego
rodzica (w tym przypadku ojca), który lepiej wie od dziecka, co będzie dla
niego najlepsze.
Tata Bono jest strażnikiem w wiosce owiec opętanym
wizją kolejnego ataku wilku. Wszystko podporządkowuje zapewnieniu
bezpieczeństwa. Zabronił nawet wydawania dźwięków, żeby się nie rozpraszać.
Dla swojego syna w pociesznej czapeczce ma oczywistą
misję: ma również zostać strażnikiem. Tyle, że Bono, coś już wskazuje samo imię
ma zupełnie inna pasję.
Ta część animacji jest generalnie bardziej dla
rodziców. Zagadnienie jest ponadczasowa i sugestia twórców jak najbardziej
słuszna sprowadzająca się do rady: "olej starych, idź za potrzebą
serca". OK, nie zawsze jest to dobre rozwiązanie, ale każdy niech się uczy
na własnych błędach.
Bono opuszcza górską wioskę, jak się okazuje
słusznie ogarniętą strachem przed hordą wilków, żeby realizować swoją muzyczną
pasję. Jak nietrudno się domyślić, szybko życie zweryfikuje jego entuzjazm. A
naiwny nasz Bono jest na potęgę, i zwykła wycieraczka przed drzwiami daje sobie
z nim radę.
Motyw nadopiekuńczego rodzica starcza na pół filmu
i twórcy doskonale to wyczuwają wprowadzając wątek zmanierowanego gwiazdora
muzycznego. Ten fragment filmu również można zadedykować niektórych dorosłym z
sukcesami zawodowymi, którym od bogactwa i sławy już się poprzewracało.
I tak sprawnie dochodzimy do finału łagodnie
wiążącego wszystkie wątki. Fabuła naprawdę dopracowana i pocieszna.
Sympatyczni bohaterowie to również atutu filmu,
nawet ojciec-pies-strażnik ma coś w sobie, a sam Bono jest uroczo nieokrzesany.
Na plan pierwszy jednak zdecydowanie wybija się kot-gwiazdor.
Animacja spoza najpopularniejszego studia daje
radę, a kilka pomysłów (żywopłot) jest na najwyższym poziomie.
Polski dubbing nie przesadza z rodzimymi wstawkami
(kilka jest np. o Lewym i Błaszczu), ale nie przeszkadzają one w odbiorze samej
historii. Bo nie muszą - same gagi scenariuszowe są wystarczające do udanej
zabawy. Świetnie wypad w dubbingu Dorociński, który powinien być magnesem dla
dorosłej widowni (a jak widać mogą oni sporo wyciągnąć z tego filmu).
Bardzo się zdziwiłem czytając mało przychylne
recenzje, a jeszcze bardziej gdy film sprowadzono do kalki
"Zwierzogrodu" i "Singu". Trudno, nadętym recenzentom się
nie podobało, może dlatego że równie krótko trzymają swoje dzieciaki.
Zwiastun:

No comments:
Post a Comment