Kultowa londyńska niania powraca w wersji musicalowej w reżyserii wybitnego
fachowca gatunku.
Michael
Banks, wciąż młody i atrakcyjny, ale już niestety wdowiec, wychowuje trójkę
młodych dzieciaków. A czasy są trudne. Wielki kryzys. Do domu na Czereśniowej
17 puka komornik. Bankierzy są bezlitości wyznaczając krótki okres na spłatę
zadłużenia. Brak spłaty spowoduje, że rodzina Banks podzieli los mieszkańców
prywatyzowanych kamienic z okresu prezydentury Hanny Gronkiewicz Waltz. Michael
przypomina sobie o wpływach swojego ojca, byłego właściciela bezlitosnego banku.
Problemem pozostaje odnalezienie dowodu własności, nie tak oczywistej pomimo
tak bankowego nazwiska rodziny. Zajęty przeszukiwaniem dokumentów zaniedbuje
opiekę nad dziećmi. Najmłodsza latorośl z latawcem ojca z dzieciństwa oddali
się od gromady, niespodziewanie ściągając z nieba dystyngowaną Mary Poppins –
nianię z dzieciństwa Michaela. Pozornie opryskliwa już będzie potrafiła
uatrakcyjnić zabawę dzieciakom nawet poprzez nielubianą kąpiel, a i problemy
dorosłych pomoże rozwiązać.
Od kultowej produkcji Disneya nagrodzonej Oscarami minęło ponad 50 lat.
Musicalowy reżyser Rob Marshall, dawkujący swoim fanom filmy zarówno czasowo,
ilościowo, jak i jakościowo – po świetnym „Chicago” i mocniejszym „Nine” –
przyszły kiepskie „Tajemnice lasu”, zdecydował się więc na zmierzenie z filmową
legendą. Zrobił to z wyczuciem. Pierwszym trafionym pomysłem było przeniesienie
fabuły do dorosłości wychowywanych dzieci. Niania powraca idealnie taka sama,
zarówno pod względem wyglądu, jak i charakteru, jednak o te kilkadziesiąt lat później
– gdy wychowane przez nią dzieci mają już dorosłe problemy. To sprawia wrażenie
pomostu z filmem z 1964 roku uwiarygadniając nową wersję. Marshall dba także o
inne szczegóły kostiumowo-scenograficzne, dzięki czemu ukazany świat odwzorowuje
czasy akcji (lata 30-te ubiegłego wieku) pozostając jednak atrakcyjną wizją dla
widza współczesnego.
Zbudował więc sobie Marshall podstawę do wykorzystania pełnej inwencji w zakresie
tworzenia musicali. Pod tym względem „nowa Poppins” jest zachwycająca. Każdy moment
jest okazją do pokazu choreograficzno-taneczno-muzycznego, przyprawionego
maestrią kolorów, dynamiką akcji, zgrabnym montażem i skocznymi rytmami. Jest
to zwyczajnie czarujące, przez co film ogląda się z dużą przyjemnością. Nie ma zwyczajowego
podziału: trochę fabuły, piosenka i znowu fabuła. Marshall każdą nadarzającą
się okazję wykorzystuje do tworzenia kompozycji musicalowej.
Dzięki temu nie przeszkadza miałkość fabuły, z licznymi niedociągnięciami
scenariuszowi (główny wątek sprowadza się do szperania w dokumentach) oraz
irytującą wręcz przewidywalnością, bez jakiegokolwiek zaskoczenia, o zwrocie
akcji nie wspominając. Inna sprawa, że która z tak wielu popularnych fabuł
filmów Disneya jest jakoś bardziej złożona? Można sobie więc nawet darować
śledzenia postępu fabuły, tak kiepskiej, napawając się maestrią realizacyjną.
Nawet gdyby balansować zalety i wady tej produkcji to i tak przebijającym
atutem jest znakomita rola Emily Blunt. Jest ona wprost wymarzoną Marry
Poppins, może nawet lepszą od oryginalnej oscarowej Julie Andrews. W zasadzie
jej pojawienie się na ekranie, bo jednak trochę mija wprowadzenia i poznania
nowych okoliczności rodziny Banks, porusza cały film z kopyta.
Aktorsko całkiem dobrze jest również na drugim planie, może poza epizodyczną
Meryl Streep, która chyba tylko dla nazwiska na plakacie pojawia się w
niepotrzebnej roli. Dobrze radzi sobie Ben Whishaw, którego zaletą jest że nie
próbuje zdominować filmu. Fajnie zagrały dzieciaki. Broni się także, mimo przerysowania
swojej roli, Colin Firth – a jak wiadomo „czarne charaktery” jakże często
zawodzą.
Mało który film ostatnimi czasy oglądało się z taką przyjemnością, no może
poza znakomitym nowym Kubusiem Puchatkiem, który pod różnymi względami ma wiele
wspólnego z produkcją Marshalla. Dobrym pomysłem dystrybucyjnym jest także wprowadzenie
do polskich kin w okresie Świąt Bożego Narodzenia, bo mimo tak licznych
kłopotów Banksów, film wprowadza rodzinny klimat, korelujący z nastrojem po gorączce
przedświątecznego zamieszania.
Nawet produkcja Marshalla nie zbliży się, a pewnie tak będzie, do sukcesu oryginalnej
wersji filmowej i książkowej popularności londyńskiej niani w krajach anglojęzycznych,
to i tak jest propozycją godną polecenia. Także dla polskiego widza, mimo braku
rodzimego kultu dla tej historii (u nas chyba Kubuś Puchatek się bardziej przyjął).
Zwiastun:
Tytuł oryginalny: Mary
Poppins Returns
Produkcja: USA
Rok: 2018
Data polskiej premiery: 19 grudnia 2018
Dystrybucja: Disney
Gatunek: musical
·
reżyseria: Rob Marshall
·
scenariusz:
David Magee na podstawie książek Pameli L. Travers
·
zdjęcia: Dion
Beebe
·
muzyka:
Marc Shaiman
·
montaż: Whyatt
Smith
·
scenografia: John Myhre, Gordon Sim
·
obsada: Emily Blunt, Ben Whishaw, Pixie Davies, Joel
Dawson, Nathanael Saleh, Colin Firth, Meryl Streep, Emily Mortimer, Angela
Lansbury, Julie Walters, Lin-Manuel Miranda
No comments:
Post a Comment