Najgłośniejszy
film roku, ale niestety tylko pod względem realizacji dźwięku. Jak się nie
można zdecydować czy zrobić efektowny, może nawet w starym stylu - film
wojenny, czy krwawy horror klasy B, to wychodzi niezamierzona groteska.
II Wojna Światowa. Porozumienie aliantów, Brytyjczyków i Francuzów, skutkuje planami ofensywy antyniemieckiej na froncie zachodnim. Poprzedzają go działania zapobiegawcze. Jednym z nich jest desant spadochroniarzy na małe francuskie miasteczko celem wysadzenie strategicznej wieży. Żołnierze przeżyją piekło już w samolocie w wyniku niemieckiego ostrzału przeciwlotniczego. Tylko nielicznym uda się wylądować niedostrzeżonym przez wroga. Tam po zebraniu się w mały oddział i poznaniu miejscowej dziewczyny rozpoczynają realizację wytyczonego zadania. Rzeczywistość jednak będzie inna od spodziewanej, co postawi pod znakiem zapytania zakres działań.
Na wyróżnienie
zasługuje realizacja początkowych sekwencji. To efektowne kino wojenne: głośny
ostrzał, dynamiczny montaż, ciekawe ujęcia. Pomimo chaosu w jaki popadają, dokładnie
widać co się z nimi dzieje. Nie powstydziłyby się takiej sceny filmy w rodzaju:
„Szeregowiec Ryan”, czy „Dunkierka”. Udaje
się jednocześnie zarysować najważniejszych bohaterów: beztroski fotograf,
czarnoskóry mądrala, milczący i zgryźliwy dowódca. Nie jest wiec zaskoczeniem,
że oni przetrwają desant, aby podtrzymać resztę filmu. Pojawia się również
pożądany, acz trudny do wprowadzenia w kinie wojennym, bohater – czyli ładna (w
miarę) kobieta. Dodatkowo zaradna, samodzielna i opowiadająca się po tej samej
stronie barykady. W tym momencie film kieruje się w popularny schemat fabuły
opartej na realizacji trudnego, pozornie niemożliwego do wykonania, zadania
przez grupę zarysowanych bohaterów. Jest to nawet stylizowane na starsze filmy
wojenne (typu „Tylko dla orłów” z 1968r.), chociażby poprzez charakterystyczne
napisy w czołówce (także w końcówce, ale wówczas już nikt nie ma złudzeń). Czyli
stare dobre kino wojenne. Niestety – nie.
Zadanie
do wykonania, a zarazem cały początkowy zamysł filmu, schodzi na drugi plan z
uwagi na fakt, który dość przypadkowo odkryje główny bohater. I tutaj także by
nie było problemu, gdyby utrzymać i przyzwoicie zrealizować taką konwencję.
Horrory wykorzystujące motywy eksperymentów prowadzonych przez nazistów były już
realizowane, z różnym skutkiem: raz lepszym, raz gorszym (chociażby wcześniejszy
film tego typu „Eksperyment SS”). W sposób naturalny kwalifikując się do
krwawego kina klasy B.
Twórcy
jednak nie bardzo się mogą zdecydować na jaką konwencję postawić. Podobnie zresztą
jak i sami bohaterowie. Dylemat pozostaje: realizować misję zgodnie z planem,
czy też uwzględnić w niej nowe „odkrycie”.
Sypie
się również logika: od drobnych rzeczy typu „jak się odnalazł zniszczony aparat
fotograficzny”, po kompletnie absurdalne pomysły sprzeczne z jakimikolwiek
logicznymi zasadami typu: „nikt w obozie wroga nie zauważa braku jednego ze
swoich kluczowych oficerów”. Jak się dłużej zastanowić to także zadanie główne
jawi się jako absurdalne, bo: raz że wieża nie wygląda na mającą być
strategiczną przeszkodą w planowanej akcji aliantów (nawet jeżeli jest tam
jakiś nadajnik to chyba jednak łatwiej byłoby ją zbombardować), dwa że zupełnie
nie wiadomo dlaczego akurat tam wróg prowadzi rzekomo tak tajne, a kluczowe dla
zaistnienia Tysiącletniej Rzeszy, eksperymenty. Logikę niestety więc trzeba
odłożyć na bok – co też byłoby akceptowalne, gdyby nie nadzieja na jednak
rozsądne pod względem fabuły kino, które obiecywał początek filmu.
Spada
również poziom realizacyjny. O ile pierwsza scena robiła wrażenie, o tyle każda
kolejna to już zwykła, standardowa strzelanina, jakich w kinie tego typu setki.
Krwawa część również niczym nowym nie zaskakuje. O takich elementach jak
dialogi, gra aktorska – lepiej nie wspominać. Nie doceniono także podstawowej
inteligencji widza, chociażby w scenie w której każdy na sali kinowej wie, co
się stanie z trupem po wszczepieniu mu serum, bohaterowie na filmie są jedynymi
zaskoczonymi.
To
wszystko nie pomaga utrzymaniu zainteresowania. Coraz bardziej cała fabuła,
losy bohaterów, powodzenie misji (no raczej trudno oczekiwać aby się okazało,
ze feralna wieża odwróci losy II Wojny Światowej nie pozwalając na słynna akcję
D-Day) zaczynają być obojętne. Nie ma również większej przyjemności w napawaniu
się obrazem krwawych eksperymentów, które zresztą są do bólu (dosłownie)
przewidywalne i mało wyszukane. Twórcy nie mogą już popuścić wodze wprowadzając
celowo groteskę, wiec jeżeli się na pojawia to raczej w sposób niezamierzony,
co jeszcze bardziej zniechęca.
Powstał
więc film, który z pewnością nie zasłużył na tak dobrą pierwszą scenę. Wprowadzenie
go do kin IMAX – to chyba przesada, bo można mieć wrażenie, że wystarczyłoby go
skrócić do pierwszych 10 minut. A i zwolennicy kina krwawej jatki – też mogą
być skonfundowani.
Plusy:
- realizacja dźwięku
- mocny początek
- stylizacja na starsze filmy wojenne
- wyraziści bohaterowie
Minusy:
- brak zdecydowania gatunkowego
- nielogiczności, absurdalne zachowania bohaterów
- przewidywalność
- przywiązanie do powagi
Zwiastun:
Tytuł oryginalny: Overlord
Produkcja: USA
Rok: 2018
Data polskiej premiery: 30 listopada
2018
Gatunek: horror
- reżyseria: Julius Avery
- scenariusz: Billy Ray, Mark L. Smith
- muzyka: Jed Kurzel
- zdjęcia: Fabian Wagner
- obsada: Jovan Adepo, Wyatt Russell, Mathilde Ollivier, John Magaro

No comments:
Post a Comment