![]() |
| Powrót, reżyseria Magdalena Łazarkiewicz |
Magdalena Łazarkiewicz w duchu
antykościelnym i antyrodzinnym. Wielka szkoda za taki schemat, bo historia
ciekawa, a i realizacyjnie momentami zachwycająco.
Żyjąca w skromnych warunkach, małomiasteczkowa
rodzina. Ojciec (Mirosław Kropielnicki) organizator wyjazdów na pielgrzymkę.
Klepiąca „Maryśki” matka (Agnieszka Warchulska). Wujek ksiądz (Tomasz Szobczak).
I trójka dzieci: główna bohaterka Ula (Sandra Drzymalska) z zacięciem muzycznym
– półfinalistka konkursu telewizyjnego, nastoletni syn (Stanisław Cywka) pasjonat
szachów i najmłodszy zafascynowany rodzeństwem (Dawid Rostkowski).
Ula, uznana za zaginioną, a przez
rodzinę nawet za zmarłą - wraca do domu po dłuższym okresie czasu. Krótka
spódniczka, kabaretki, podbite oko – to sugeruje jej ucieczkę z miejsca gdzie
była wykorzystywana przez mężczyzn. Rodzina jakby nigdy nic akceptuje jej
powrót, co najwyżej brat ma pretensje o utracony pokój. Powoli odkrywane są
mroczne wydarzenia, a szczególną grozę budzi kontakt Uli z religią, tak
powszechną w tej bogobojnej rodzinie.
Jeżeli historia jest oparta na
faktycznym wydarzeniu (a ta podobno jest), to należy od niej oczekiwać
przynajmniej zalążków realności. Tymczasem fabuła zupełnie abstrahuje od faktu,
że bądź co bądź akcja toczy się w cywilizowanym kraju. Porwanie należy zgłaszać
do odpowiednich służb, a w przypadku cudownego powrotu tez należałoby tę sprawę
zbadać. Szczególnie, że imię porywacza dziewczyna ma wytatuowane, a i on
bezceremonialnie zgłasza się po „zgubę”. Jednak nie kryminalne, czy nawet
mafijne zachowania są winne tragedii dziewczyny. Winny jest bowiem … Kościół. I
katolickie zachowanie rodziny. Największa niechęć budzi obrzydliwy
wujek-ksiądz: alkoholik, cham i prostak, a w domyśle pewnie i pedofil. Tak
stereotypowego duchownego nie powstydziłby się nawet Smarzowski w „Klerze”.
Winne są również tradycyjne wartości, wychowanie w duchu katolickim. Przecież
ojciec, który z każdej pielgrzymki przywozi najmłodszej latorośli świecącą
figurkę Świętej to samo zło. Przez moment aż dziwne, że dziewczyna wolała taki
domowy reżim, od domu publicznego, gdzie była co najwyżej wykorzystywana
seksualnie, a przynajmniej nikt nie ciągał co niedziela na mszę. Nic to, że
sama tragedia dziewczyny nijak z Kościołem związana nie jest, chociaż
scenarzyści absurdalny zwrot akcji wymyślili. Zresztą cała końcówkę zasługuje
na tytuł najgłupszego zakończenia polskiego filmu w historii. Nie wypada się w
kontekście tragicznego losu bohaterki śmiać, ale ociera się ona o groteskę. Oczywiście
można uwierzyć w każdą sytuację, w końcu życie wielokrotnie przebija fikcję
filmową, ale w tym przypadku najwyraźniej reżyserkę zaślepiła czysta nienawiść
do jednej z instytucji. Co pewnie przysporzy jej poklask w pewnych
środowiskach, akurat obecnych w branży filmowej – więc film może liczyć na
pozytywny odbiór.
Odrzucając realność przedstawionych
wydarzeń, skrajny obraz religijnej rzeczywistości, logikę postępowań bohaterów –
można odnaleźć wiele pozytywów realizacyjnych. Tworzony jest bowiem klimat
traumatycznych przeżyć młodej dziewczyny, która z nikąd nie może znaleźć
ratunku: perwersyjnie wykorzystana przez ukochanego, pogrzebana za życia przez
rodzinę, w kraju bez policji i żadnej ochrony, tylko z nieludzkim Kościołem
Katolickim. Nic dziwnego, że popada w obłęd – i ten proces znakomicie
koresponduje z niejednoznacznymi, od pewnego momentu rozmazanymi ujęciami
operatorskimi. Pod względem zdjęć to jedna z ciekawszych polskich produkcji
ostatnich lat, ale kto o tym będzie pamiętał po tak pretensjonalnej scenie
finałowej?
Fantastyczna jest Sandra Drzymalska.
To jej film i można uwierzyć w jej wiarygodność. Gra tak dobrze, że można nawet
znaleźć interpretacje ratujące absurdalną fabułę, jakby filmowy obraz był tylko
fikcją powstałą w głowie dziewczyny. Świetna rola Drzymalskiej koresponduje ze
znakomitymi kreacjami drugoplanowymi: Warchulska jako Święta Anna robi
piorunujące wrażenie (w celu negatywnego odbioru przez widza), podobnie jak
przerysowane role Mirosława Kropielnickiego jako ojca i Tomasza Sobczaka jako
wujka „samo zło” księdza. Jakżeż szkoda, że ten wysiłek aktorski poszedł na
marne.
To pierwszy film Magdaleny
Łazarkiewicz po dłuższym, ośmioletnim, okresie reżyserskiego milczenia. Ten
powrót z filmem „Powrót” niestety jest aktem pod publiczkę. Zmarnowana
historia, zmarnowany wysiłek operatorsko-aktorski. Jak Bóg chce kogoś ukarać,
chociażby reżyserkę, to odbiera mu umysł. Przykre.
I jeszcze jedna drobnostka. Szachy.
Warto widza traktować poważnie i skonsultować się z kimś biegłym w temacie –
jak można dać mata. Bo reżyserka o tej grze ma tak samo blade pojęcie jak o
sytuacji w polskim Kościele.
Plusy:
- ujęcia operatorskie
- Sandra Drzymalska
- role drugoplanowe
Minusy:
- hejt na Kościół i tradycyjną rodzinę katolicką
- absurdalna fabuła – kraj bez policji
- szczegóły, szczególiki (szachy)
Zapowiedź:
Polska premiera: 5 kwietnia 2019
Produkcja: Polska
Rok: 2018
Gatunek: dramat
- reżyseria: Magdalena Łazarkiewicz
- scenariusz: Magdalena Łazarkiewicz, Katarzyna Terechowicz
- zdjęcia: Wojciech Todorow
- muzyka: Antoni Łazarkiewicz
- montaż: Witold Chomiński
- kostiumy: Dorota Roqueplo
- obsada: Sandra Drzymalska, Agnieszka Warchulska, Katarzyna Herman, Mirosław Kropielnicki, Tomasz Sobczak, Stanisław Cywka, Dawid Rostkowski, Bartosz Gelner, Ewa Jakubowicz, Alona Szostak, Joanna Gonschorek, Kinga Kowalczyk, Adam Cywka, Robert Pożarski, Katarzyna Kasica, Izabella Weiner, Helena Mazur
Ciekawostka:
Dystrybutor filmu zorganizował pokaz
prasowy dokładnie o tej samej porze i lokalizacji, co uroczysty pokaz
religijnego filmu „Miłość i miłosierdzie”. Byli nawet dziennikarze, którzy
pomylili salę i zdziwili się że trafili na tak antyklerykalną produkcję. Taka
mała religijna walka na pokazy prasowe w kinie Atlantic.

No comments:
Post a Comment