![]() |
| Wilcze echa, reżyseria Abel Lanzac |
Parafrazując cytat z początku filmu: „ludzie
dzielą się na żywych, martwych i tych na morzu”, złośliwie można zauważyć, że: filmy
dzielą się na dobre, słabe i francuskie … Ten jest francuski …
Podczas misji statku podwodnego u
wybrzeży Syrii pojawiają się tajemnicze odgłosy. Zadaniem pokładowego
dźwiękowca określanego mianem „Skarpety” (François Civil) jest ich
identyfikacja – to kluczowe czy to morskie zwierzę, czy wrogi okręt. Po
powrocie do bazy żołnierz ma wątpliwości, czy podjął właściwą decyzję, ale jest
podejrzanie odsuwany od śledztwa, nawet poprzez podrzucanie środków odurzających.
To tylko wzmaga jego podejrzenia. Tymczasem sytuacja międzynarodowa po eskalacji
napięcia pomiędzy Rosją a Finlandią zbliża się do poziomu grożącego
ogólnoświatowym konfliktem.
Na początku lat 80-tych nakręcono
świetny film „Gry wojenne” w sposób atrakcyjny i przystępny
eksploatujący temat ryzyka konfliktu międzynarodowego. Od tego czasu motyw ten
był wielokrotnie ćwiczony. Tak też jest tym razem, ale można odnieść wrażenie,
że twórcy tego filmu jakby nie czerpali doświadczeń z poprzedników.
Przede wszystkim razi warstwa
scenariuszowa. Generalnie to od pierwszej scenie trudno się zorientować, w tej
stosunkowo banalnej historii. To nie pozwala specjalnie sympatyzować, a ni z
głównym bohaterem, ani z całym światem, któremu grozi, rzekomo przynajmniej,
zagłada. Civil próbuje co prawda coś
wycisnąć ze swojej postaci, ale ma tak słabo rozpisane działania i dialogi, że
z góry jest skazany na niepowodzenie. Jedynym ożywczym tonem jest romans, a to
ze względu na śliczniutką Paulę Beer (nawet nazwisko ma atrakcyjne dla
mężczyzn) – jakaż szkoda że pojawia się ona na ekranie na ledwie kilkanaście
minut. Bo później radiotelegrafista mimo odsunięcia przez przełożonych jednak
wraca do misji ratowania świata. Tylko, że ze wszystkich jego działań
największe emocje budzi odgadywanie hasła do komputerowej bazy danych.
Francuska produkcja nie porywa także
realizacyjnie. Efekty specjalne wygląda jak rodem sprzed 30 lat, albo jakby
brakowało budżetu. Jedyne co zasługuje na pochwałę to realizacja dźwięku, jak
na film o dźwiękowcu przystało. Zaangażowano iście celebrycką obsadę aktorską,
jednak nikt specjalnie (poza wspomnianą urodziwą Beer) się nie wyróżnia.
Wzorowanie się na kinie amerykańskim raczej Francuzom na dobre nie wyszło.
Ciekawostką jest udział Polski jako kraju
nad którym dochodzi do próby przejęcia wystrzelonej w kierunku krajów
zachodnich rakiety. Czy to taki dobry pomysł doprowadzić do eksplozji nad
terytorium naszego kraju to już inna sprawa.
Plusy:
- Paula Beer
- realizacja dźwięku
- obsada
- temat ryzyka konfliktu ogólnoświatowego
- przejmowanie pocisku nad Polską
Minusy:
- chaos scenariuszowy
- poziom realizacyjny
- sposób budowania napięcia
- dialogi
- dużo fachowego słownictwa
- patetyczna muzyka
Zwiastun:
tytuł oryginalny: Le chant du loup
polska premiera: 5 kwietnia 2019
dystrybucja: Kino Świat
produkcja: Francja
rok: 2018
gatunek: wojenny
- reżyseria i scenariusz: Abel Lanzac
- zdjęcia: Pierre Cottereau
- muzyka: Tomandandy
- obsada: François Civil, Omar Sy, Reda Kateb, Mathieu Kassovitz, Paula Beer

No comments:
Post a Comment