![]() |
| Dzika grusza, reżyseria Nuri Bilge Ceylan |
Wyzwanie dla widza. Przegadana,
ciągnąca się wprost niemiłosiernie długo w oparciu o pojedyncze sceny, historia
tureckiego nauczyciela.
Sinan szkoli się na nauczyciela, ale
jego celem życiowym jest wydanie książki pod tym samym tytułem co film. W
ramach odpoczynku wraca do swoich rodzinnych wiejskich stron, gdzie percepcja
rzeczywistości jest zgoła inna.
Jakby tak opowiedzieć spoilerując całą
historię nauczyciela-pisarza, to okazałoby się że można ją streścić w
króciutkim akapicie, a film mógłby spokojnie mieć krótkometrażowy format. Jednak
to kino celowe przeciągnięte, z masakrycznie długimi scenami. Z których każda
osobno ma wartość artystyczną, dialogi uzupełnione ujęciami i montażem. Jednak
w zestawieniu ze sobą prowadzą do zmęczenia widza, a po kawałkach się takiego
filmu oglądać nie da.
Niezbyt dobrze wypada również w
głównej roli Dogu Demirkol. Jakby próbował jeszcze więcej ukryć w swojej
mimice, przez co jest mało przekonujący i tak naprawdę to trudno rozgryźć jego
nastawienie. Powoduje to, że cały film gubi swoje przesłanie. Interakcje
bohatera z kluczowymi dla niego postaciami (ojcem, matką, dziewczyna) grzęzną w
monotonnych dialogach i braku akcji. Słabo wybrzmiewa również motyw wyzwolenia
się z rodzinnych ram, małomiasteczkowości, czy nawet biedoty. Co prawda
pojawiają się postacie, które obrały inną niż bohater drogę, a ich postawa może
stawiać pod znakiem zapytania słuszność wyborów – jednak konia z rzędem widzowi
który zarejestruje tak iluzorycznie zarysowany dysonans. A już alegorie
związane z drzewem, z gruszą – są czytelne chyba tylko dla reżysera.
Chyba najbardziej zmarnowanym tematem
tego filmu jest brak ukierunkowania na ukazanie miałkości kariery naukowej
ludzi, którzy z małej miejscowości uciekają na studia, a gdy wracają mają
poczucie swoje wyższości. Gdy tymczasem ich rówieśnicy prowadzą monotonne życie
na prowincji, które jednakże wcale nie musi być mniej wartościowe. To także
temat jakże bliski polskim realiom, szczególnie w związku z napływem do
Warszawy ludzi, którzy po liźnięciu kultury i uzyskaniu wykształcenia odżegnują
się od swoich korzeni. Jak widać w Turcji wygląda to bardzo podobnie, powrót na
prowincję skłania do zadumy i często przewartościowania swoich postaw życiowych.
Jeżeli kogoś z polskich odpowiedników miałby ten film skłonić do refleksji
musiałby jednak być bardziej przystępny, mniej artystyczny i nie aż tak
pretensjonalny. Warto jednak docenić zabieg scenariuszowy, kładący nacisk na fragment
życia bohatera po powrocie w rodzinne strony.
Pod względem realizacyjnym to film dla
konkretnego odbiorcy, którego nie rażą długie sceny, statyczne ujęcia,
minimalistyczne użycie muzyki, a nawet dźwięków. Krajobrazy są bardzo ciekawie
sfotografowane, ale któż dałby radę przeglądać album ze zdjęciami przez trzy
godziny z podtrzymywanym zainteresowaniem? To kino chwalone i przez krytyków i
przez widzów specyficznych festiwali filmowych. I tam jego miejsce, bo jednak na
normalną dystrybucję to nawet problem z ułożeniem czasu dla tak długiego
seansu. Poza tym nic dwa razy się nie zdarza. Turecki reżyser doceniony w
Cannes swoim poprzednim filmem („Zimowy sen” z 2014r.) tym razem obszedł się
smakiem. To prawie jak jego niespełniony bohater.
Plusy:
- ciekawe zagadnienia egzystencjonalne
- zarysowany kontekst powrotu na prowincję
- relacje ojciec-syn
- dla amatorów kina kontemplacyjnego
Minusy:
- monotonia
- brak przesłania
- przegadany, sztuczne jakby literackie dialogi
- niesympatyczny główny bohater
- przesadnie skryty Dogu Demirkol
- trzy godziny
Zwiastun:
tytuł oryginalny: Ahlat Ağacı
polska premiera: 10 maja 2019
dystrybucja: Nowe Horyzonty
produkcja: Turcja, Francja
rok: 2018
gatunek: dramat
- reżyseria: Nuri Bilge Ceylan
- scenariusz: Nuri Bilge Ceylan, Akin Aksu, Ebru Ceylan
- muzyka: Mirza Tahirovic
- obsada: Dogu Demirkol, Murat Cemcir, Bennu Yıldırımlar, Hazar Ergüclü, Serkan Keskin

No comments:
Post a Comment