Film wychwalany przez krytyków będzie
miał duży problem żeby zyskać sympatię szerszej publiczności.
Środkiem torów przy peronie dworca Warszawa
Centralna idzie kobieta - dobrze ubrana, w szpilkach. Wchodzi na peron,
zdejmuje majtki i oddaje mocz. Ludzie się odsuwają.
Cięcie. Dwa lata później.
Ta sama kobieta, pobita, ląduje w
warszawskim szpitalu. Następnie w studio telewizyjnym ujawnione zostaje jej
schorzenie – fuga dysocjacyjna, czyli ucieczka ze swojego życia z zapomnieniem
przeszłości. Natychmiast dzwoni mężczyzna, który ją rozpoznaje. Kobieta wraca
do poprzedniej tożsamości: starego domu, rodziny, pracy, przyjaciół, obowiązków.
Trudny temat, trudny scenariusz.
Agnieszka Smoczyńska po przerysowanych (acz również chwalonych, niesłusznie) „Córkach dancingu” tym razem zmierzyła się ze scenariuszem zgoła odmiennym. I trzeba
przyznać, że zbudowała na nim interesujący, wieloznaczny, wciągający obraz.
Niejednoznaczny, momentami sprzeczny scenariuszowo, ale klimatycznie dopracowany
w każdym calu. Wyszło coś na kształt psychologicznego dramatu rodzinnego, a
także thrillera, momentami nawet horroru. Może ta historia porwać, acz wymaga
od widza własnej inwencji. Bez dopowiedzeń trudno całą historię ogarnąć. Ma ona
zresztą wiele niekonsekwencji, które rażą – jak chociażby wątek blondynki, czy
absurdalny pomysł na tabliczkę nagrobkową na potrzeby syna. Na upartego i na to
można znaleźć wytłumaczenia. Film bowiem jest jakby kręcony z punktu widzenia
osoby chorej, mającej duże problemy z właściwą percepcją rzeczywistości. Jej
może się wydawać, że w wypadku zginał jej synek, to i widzowi może się jedynie
wydawać, że coś widzi, a to tak naprawdę jest tylko efekt traumatycznych
wydarzeń. To trochę wygodne dla reżysera wytłumaczenie wszelkich niedociągłości
reżyserskich. Jednak możliwe tylko w sytuacji, gdy umiejętnie stworzy klimat
stanu chorobowego bohaterki. A tutaj się to znakomicie udało, dzięki magnetycznej
roli Gabrieli Muskały, świetnym ujęciom operatorskim i przyciągającej muzyce.
Muskała jest znakomita, acz
zdecydowanie przerysowana. Może momentami odpychać, szczególnie w zbyt
dosłownych scenach erotycznych. Ten element chyba jednak został przeforsowany,
może zrażać do siebie część publiczności – w końcu film trafia do szerokiej
dystrybucji, w aureoli pozytywnych recenzji. Celowo obnażanie ciała bohaterki,
jako paralela odkrywania przed światem jej psychiki jest tutaj zbyt prostą
wymówką. Nie każdy zaakceptuje epatowanie i brzydką, i w kontekście fabuły
zbyteczną nagością. Nie zmienia to jednak pozytywnej opinii aktorki, która w
sposób bardzo wyrazisty odegrała swoją rolę. Co ciekawe Muskała jest również odpowiedzialna
za ten „pokręcony” scenariusz. Rzadki przypadek takiego połączenia, ale
tłumaczący tak przekonującą kreację. Ważny jest także wątek macierzyństwa („czy
byłam dobrym dzieckiem, czy byłam w dobrą matką” – w znakomitej scenie rozmowy
z matką), kontaktu z dzieckiem, który tak łatwo zepsuć, tak trudno odbudować.
Smoczyńska dobrze tutaj poprowadziła młodego aktora, wplotła sceny typowo
dziecięce typu zabawa śniegiem, ukazując jednak trudniejsze momenty, jak
początkowe nie zauważanie matki po latach nieobecności, a nawet złośliwe
podkładanie pinezek. Kwintesencją tego wątku jest znakomity pomysł, gdy to syn
zaczyna przejawiać objawy, albo celowo udając, choroby utraty własnej
tożsamości. Co prawda film się na tym zatrzymuje, ale i tak robi to wrażenie.
Dużo gorzej jest z wątkiem małżeńskim.
To on tutaj psuje zbyt wiele. Nasuwa wręcz pytania o realność opowiadane
historii. Do końca nie wiadomo, co się wydarzyło miedzy małżeństwem, czy się
kochają, czy się w ogóle kiedykolwiek kochali. A przede wszystkim jaka rolę w
ich małżeństwie pełniła blondynka, jakby nowa kochanka, ale jednak chyba nie do
końca, bo nagle sama odsuwa się na drugi tor. Ten wątek zbyt słabo wybrzmiewa,
aby uzasadnić taką układankę scenariuszową.
Klimat filmu jednak pozostaje. Wrażenie
niedopowiedzeń, specyficznej percepcji rzeczywistości przez bohaterkę tworzą
znakomite zdjęcia Jakuba Kijowskiego. To dzięki nim widz obserwuje wydarzenia z
punktu widzenia bohaterki. Uzupełnieniem jest dopasowana muzyka Filip Míska.
Trzeba co prawda złapać ten klimat, żeby zaakceptować ten film. Nie jest to
zadanie łatwe. Z tego powodu trudno wróżyć sukcesu frekwencyjnego pomimo dość
szerokiej dystrybucji – także w multipleksach (pustki są już w pierwszych
dniach po premierze).
Mieszane odczucia można natomiast zgłaszać
odnośnie realizacji dźwięku. Z jednej strony kilka ciekawych pomysłów, z
drugiej często kwestie wypowiadane przez aktorów są słabo słyszalne (zmora
polskich produkcji).
Agnieszka Smoczyńska zadedykowała ten
trudny film dla swojej matki, jeszcze bardziej podkreślając jego osobisty
charakter. Na ile wydarzenia ukazane w historii mają wątki autobiograficzne
(może także dla Muskały) nie wypada dociekać, jednak końcowy wydźwięk jest
bardzo naturalnie kobiecy.
Dla wielu widzów, a szczególnie
zwolenników (niestety takowi są) niespodzianką będzie zupełnie inna stylistyka,
tematyka, a nawet sposób prowadzenia narracji niż w debiucie reżyserskim Smoczyńskiej.
Szacunek dla reżyserki, że potrafiła stworzyć dzieło tak odmienne. Jak komuś
wybitnie nie spodobały się „Córki dancingu”, a pamiętając masowe opuszczanie sali
kinowej nie były to odosobnione przypadki, to nie powinien przekładać to na
drugi pełnometrażowy film tej reżyserki. Bo, mimo tych wszystkich
niedoskonałości, jest on pod każdym względem, i tematycznym i realizacyjny,
dziełem dojrzalszym. Poza tym mieć premierę na festiwalu w Cannes – to wyjątkowe
wyróżnienie dla będącej na filmowym dorobku twórczyni.
Plusy:
- historia
- Muskała
- kobiecość
- zdjęcia
- muzyka
- plastyczność
- konkretny, mocny tytuł
Minusy:
- sceny erotyczne
- niekonsekwencje scenariuszowe
- uciążliwa narracja
- niesłyszalne dialogi
Zwiastun:
Polska premiera: 7 listopada 2018
Dystrybutor: Kino Świat
Produkcja: Polska
Rok: 2018
Gatunek: dramat
Festiwale: Cannes, Gdynia, Nowe Horyzonty, Busan, Camerimage
- reżyseria: Agnieszka Smoczyńska
- scenariusz: Gabriela Muskała
- zdjęcia: Jakub Kijowski
- muzyka: Filip Mísek
- obsada: Gabriela Muskała, Łukasz Simlat, Małgorzata Buczkowska-Szlenkier, Piotr Skiba, Halina Rasiakówna

No comments:
Post a Comment