![]() |
The Quake. Trzęsienie ziemi - reżyseria: John Andreas Andersen |
Norweski film katastroficzny. Katastrofalny.
Na tyle nieudany, że długo próbuje być dramatem rodzinnym.
Trzy lata po tragicznym osuwisku ziemi
do rozwiedzionego geologa przyjeżdża na kilka dni mała córeczka. Niespecjalnie
im się klei, bo ten ciągle myśli o pracy. Po tragicznej śmierci w tunelu
samochodowym jego kolegi zaczyna dodatkowo nabierać obaw o los stolicy. Jedzie
do Oslo, aby z bliska przyjrzeć się sytuacji, gdzie po zaintrygowaniu córki
zmarłego naukowca rozpoczyna prywatne badania, na których niepokojący wynik i
tak nikt specjalnie nie zważa.
Sekwencja katastroficzna kompletnie
kładzie ten film. Scenariusz nie trzyma się tutaj niczego, o przysłowiowej „kupie” nie
wspominając. Dość powiedzieć, że człowiek, który jako jedyny przewidział
tragedię finalnie w momencie wstrząsów utkwił ze swoją był żoną w windzie, jego
córeczka na wysokim piętrze hotelowego budynku, a syn na wykładzie, którego
wykładowca nie przerwał pomimo alarmu bombowego. To co się dzieje później to
już obraza dla zdrowego rozsądku jakiegokolwiek widza. Szkoda komentować
kolejne absurdy scenariuszowe – nawet trudno traktować to z przymrużeniem oka,
bo wyraźnie celem jest realne ukazanie katastrofy. W dodatku zabrakło „czasu
antenowego” żeby rozwiązać fabułę – a bohaterowie jakby gdyby nic jakoś ratują
się z opresji – zejście schodami z 30 piętra rozwalonego budynku zostało tutaj
pominięte. Czy z braku pomysłu, czy z ograniczeń budżetowych – trudno zgadywać.
Do tego scenariuszowego „trzęsienia
ziemi” film próbuje udawać kameralny dramat rodzinny z geologiem w roli
głównej. Niestety nawet ta faza, bardziej odpowiadająca skandynawskiej
kinematografii, jest słaba. A to „zasługa” wyjątkowo antypatycznego bohatera. W
dodatku słabego odegranego przez Kristoffera Jonera. Ponad godzinę
bezskutecznie chodzi on z zamiarem potwierdzenia swojego przeczucia. Trudno
uwierzyć, że naprawdę nikt nie przewidział kataklizmu w czasach gdy takie
zjawiska traktowane są z najwyższą powagą. Mało przekonujące są również
problemy rodzinne – nie czuć w nich napięcia, a kontakt z dzieckiem sprowadza
się do takich symboli jak zapomniany sweterek.
Technicznie film jest zrealizowany
poprawnie. W pierwszej części dominują statyczne ujęcia, wzmagające klimat
typowo dla psychologicznego kina skandynawskiego. Sceny są długie, montaż
prosty, dialogi zdawkowe. Końcowa faza filmu to wyzwanie dla efektów
specjalnych. Oczywiście w czasach komputerowych nie jest to specjalnie
wymagające – ani przez moment bowiem nie ma wątpliwości że sceny te powstały na
ekranie komputera. Zawodzi tutaj też aktorstwo – widać brak poczucia
zagrożenia. Jednak technicznie robi to wrażenie – a rozpadające się Oslo jest w
sumie fajne. Rozpadające się budynki robią wrażenie. Może nie na czasy
współczesnych możliwości realizacyjnych, ale jednak kino katastroficzne kojarzy
się z czasami o mniejszym zaawansowaniu technologii. Tutaj więc na upartego
można przymknąć oko, gdyby jeszcze były chociaż podstawy praw fizycznych, a nie
sterczący budynek, w połowie się rozwalający.
Oczywiście norweski film
katastroficzny można traktować jako „ciekawostkę przyrodniczą”. Szkoda tylko,
że został nakręcony z taką powagą. W Oslo powinien zostać zakazany, chociaż
chyba mało kto przy takiej końcówce uwierzy w realność zagrożenia dla
norweskiej stolicy.
Plusy:
- wizja zniszczenia miasta
- zdjęcia i montaż
Minusy:
- absurdy scenariuszowe
- niesympatyczny bohater
- słabe aktorstwo
- śmiertelna powaga
Zwiastun:
Tytuł oryginalny: Skjelvet
Polska premiera: 14 grudnia 2018
Produkcja: Norwegia
Rok: 2018
Gatunek: katastroficzny
- reżyseria: John Andreas Andersen
- scenariusz: John Kåre Raake, Harald Rosenløw-Eeg
- muzyka: Johannes Ringen, Johan Söderqvist
- obsada: Kristoffer Joner, Ane Dahl Torp, Edith Haagenrud-Sande, Kathrine Thorborg Johansen, Jonas Hoff Oftebro

No comments:
Post a Comment