![]() |
Dowłatow, reż. Aleksey German |
Chyba tylko polski wkład
aktorsko-operatorski skłonił do dystrybucji tego fatalnego pod każdym względem
filmu pseudo-biograficznego.
Kilka dni z życia środowiska dziennikarsko-twórczego
Leningradu lat 70-tych ubiegłego wieku – głęboki komunizm pomiędzy odwilżą a
pierestrojką. Siergiej Donatowicz Dowłatow (serbski aktor Milan Maric) jest podrzędnym dziennikarzem mającym problemy finansowe
i nieuregulowane kwestie rodzinne (rozwód, córka, matka). W kwestiach
zawodowych boryka się z wszechobecną cenzurą, posiada jednak szerokie kontakty
ze światem twórczym. Przewijają się tutaj znane rosyjskie nazwiska jak
chociażby Iosif Brodski.
Dowłatow nie jest w Polsce twórcą specjalnie
znanym, podczas gdy w Rosji to obecnie wielka gwiazda literatury. Stąd wydawało
się ciekawym obejrzenie filmu stanowiącego jego biografię, mającego w nadziei
widza tłumaczyć fenomen i ukazać drogę twórczą. Nic bardziej mylnego. Twórcy
tej żenującej opowiastki biorą bowiem na tapetę ledwie 6 dni z życia przyszłego
pisarza (bo w tym okresie to raczej wygląda na przeciętnego dziennikarza)
rozwlekając poszczególne doby do granic wytrzymałości. To nie jest w żaden
sposób przełomowy tydzień w życiu Dowłatowa, nic przełomowego się nie dzieje,
nie licząc standardowych w warunkach Związku Radzieckiego starań o zachowanie
bytu i wolność twórczą. Nie ma tutaj nawet śladu, że Dowłatow ma jakiś
wyjątkowy dryg pisarski, charyzmatyczną osobowość, czy cokolwiek co spowoduje
jego przyszłą popularność. No chyba, że film miał pokazać że Dowłatow niczym
szczególnym się nie wyróżniał, a jego popularność w Rosji to jakieś lokalna
fobia. Ale raczej nie taka była intencja twórców, bo sama pretensjonalna forma
artystyczna filmu wskazuje na inne intencje.
Film jest wprost nieznośnie
przerośnięty nic nie wnoszącymi, dłużącymi się w nieskończoność scenami. Trzeba
naprawdę być fanatykiem tego rodzaju kina, w którym nic się nie dzieje, żeby
przetrwać ponad dwugodzinny seans. W dodatku sama kompozycja scen również nie
przykuwa uwagi. Operatorem jest polska gwiazda ostatnich lat: Łukasz Żal, tak
chwalony za „Idę” i „Zimną Wojnę”. Chwalony, ale z uzasadnieniem już jest
gorzej. I tutaj jak na dłoni w słabym scenariuszowym filmie jest miałkość jego
pomysłów. Kamera jest zazwyczaj kiepsko ustawiona, tak żeby było widać jak
najmniej. Chyba nie o to chodzi w filmie. Fakt, że Związek Radziecki specjalnie
kolorowy nie była, życie było szare i nijakie, ale znowu bez przesady.
Spore problemy są również z dźwiękiem,
to że dialogi są słabo słyszalne to małe piwo, gorzej że jest problem z
synchronizacją dźwięku, a widz się zwyczajnie w tym wszystkim gubi, dodatkowo
tracąc zainteresowanie i tak nudnymi dialogami.
Nie wypalił również pomysł z międzynarodową
obsadą. Serb w roli głównej nie wyróżnia się praktycznie niczym, jest postacią
nijaką, bez charyzmy, nawet momentami niezauważalną. Tylko z patriotycznego
obowiązku można wspomnieć o polskiej obsadzie. Niestety nie mają zbyt wiele do
zagrania, a wyróżnia się wyłącznie swoją rubasznością Piotr Gąsowski i specyficznymi
zabiegami aktorskimi Hanna Śleszyńska.
Film nie zebrał pozytywnych opinii nawet
na Festiwalu Sputnik w Warszawie (chociaż w Berlinie uhonorowany został
Srebrnym Niedźwiedziem, ale to raczej wypada spuścić na pretensjonalne
tamtejsze jury), stąd tym bardziej zaskakująca decyzja o dystrybucji kinowej,
która zapewne skończy się pojedynczymi seansami w kinach studyjnych.
Plusy:
- ciekawy podmiot biograficzny
- polski „wkład” operatorsko-aktorski
Minusy:
- scenariusz
- reżyseria
- dźwięk
- dialogi
- zdjęcia
- nijaki Milan Maric
- dłużyzny
- czas trwania
Zwiastun:
Tytuł oryginalny: Dovlatov
Polska premiera: 18 stycznia 2019
Dystrybutor
Produkcja: Rosja, Polska, Serbia
Rok: 2018
Gatunek: biograficzny
Festiwale: Berlin (Srebrny
Niedźwiedź), Sputnik
- reżyseria: Aleksey German
- zdjęcia: Łukasz Żal
- obsada: Milan Maric, Artur Beschastny, Danila Kozlovsky, Anton Shagin, Helena Sujecka, Piotr Gąsowski, Hanna Śleszyńska

No comments:
Post a Comment