![]() |
| Zakon Świętej Agaty - reżyseria Darren Lynn Bousman |
Dobrymi chęciami słabe horrory wybrukowano.
Bez duchów, zjawisk nadprzyrodzonych, oklepanych sposobów straszenia. Niestety
oryginalność nie idzie w parze z jakością.
Maria (debiutująca bardzo udanie jak
na scenariusz, który dostała - Sabrina Kern) w zaawansowanej ciąży trafia do
zakonu pod „opiekę” zakonnic. Szybko okazuje się, że mają one specyficzne
podejście do przyszłych matek, a podstawowym elementem przygotowania do porodu
jest zamykanie ciężarnej dziewczyny w trumnie w celu zmiany imienia. Maria
przemianowana na Agatę chce uciekać, jednak nie ma już odwrotu. Równolegle
poznajemy jej historię z przeszłości: z małym braciszkiem, wyrzuceniem z domu i
nieroztropnym partnerem życiowym.
Na pierwszy rzut oka wydaje się, że
fabuła miała większe ambicje niż sztampowy horror. Ciekawym rozwiązaniem jest
chociażby rozbudowana retrospekcja. Pozwala ona poznawać stopniowo genezę
tragedii dziewczyny, z drugiej strony stanowi odskocznią do trudnych scen w
klasztorze. Niestety ta dbałość scenariusz to tylko pozory. Pierwsze
zastanowienie się o sens i motywacje bohaterów stawia dziesiątki pytań
wskazujących, że nic tutaj nie zostało dopracowane, a cała historia jest
idiotyczna, nie realna, a tym samym nie angażująca. Zarówno praktyki zakonnic,
jak i postawa pensjonariuszek nie znajduje żadnego uzasadnienia, czy też
racjonalnego wytłumaczenia. A już finałowy zwrot akcji woła o pomstę do nieba
(nomen omen), udowadniając tylko że autorami scenariusza, a jest ich czterech,
są nieudacznicy w tej materii.
Podobnie dwojako rzecz się ma w wersji
realizacyjnej. To horror bez duchów, zjawisk nadprzyrodzonych, odbywa się
głównie w głowie bohaterki. Straszenie widza opiera się o wykorzystanie
dźwięku, muzyki, naświetlenia odpowiednich ujęć kamery i montażu. Cóż z tego
jak do najmocniejszych scen wybrano motywy wręcz obrzydliwe: jak chociażby spożywanie
rzygowin, czy też realistycznie ukazane obcinanie sobie języka. Nie ma to w
dodatku specjalnego uzasadnienia (jak chociażby w serii „Piła”, z która twórcy tego filmu mają wiele wspólnego), stanowi
szokowanie dla szokowania, nie wywołując innej reakcji niżli zamykanie oczu i
odwracanie wzroku od ekranu.
Najbardziej szkoda tego filmu ze
względu na wysiłek aktorski. Debiutująca na ekranie Sabrina Kern dostała
fatalny scenariusz i musi robić rzeczy głupie, bezsensowne – jednak odgrywa
swoją rolę wiarygodnie – jak ktoś się nie zniechęci to w końcówce może jej
nawet kibicować. Dobrze wygląda również kreacja zakonnic, z jej przywódczynią (Carolyn
Hennesy) na czele. Tutaj też jest problem z motywacją nieuzasadnioną
scenariuszowo, jednak panie grają tak przekonująco że budzą odrazę.
Szkoda tylko, ze tak na siłę epatuje
się tutaj symbolami wiary. I tak praktyk i zakonnic nie są w niczym
uzasadnione. A próbuje się eksponując raz po raz krzyż przekazać, w sposób
prostacki, jakby takie praktyki miały związek z działalnością Kościoła
katolickiego. Nawet jednak nadwornych krytyków religijnych taka przerysowana
forma nie przyciągnie.
Oczywiście w kinach pojawia się wiele
dużo gorszych horrorów. Jednak jak ktoś ma ambicje stworzenia czegoś
oryginalnego to wymaga się więcej. Stąd, pomimo że jest kilka lepszych nawet
emocjonujących momentów. „Zakon Świętej Agaty” pozostaje kompromitująca
porażką.
Plusy:
- pomysł na rozbudowaną retrospekcję
- dobre aktorstwo
- wzbudzenie emocji
- nastrojowe sposoby straszenia
Minusy:
- nagromadzenie scen obrzydliwych
- brak logiki i nierealność scenariusza
- idiotyczny finałowy zwrot akcji
- epatowanie symbolami religijnymi
Zwiastun:
Tytuł oryginalny: St. Agatha
Polska premiera: 15 lutego 2019
Dystrybutor: Kino Świat
Produkcja: USA
Rok: 2018
Gatunek: horror
- reżyseria: Darren Lynn Bousman
- scenariusz: Andy Demetrio, Shaun Fletcher, Sara Sometti Michaels, Clint Sears
- zdjęcia: Joseph White
- montaż: Patrick Perry
- kostiumy: Oskar De La Cruz
- muzyka: Mark Sayfritz
- obsada: Sabrina Kern, Carolyn Hennesy, Courtney Halverson, Seth Michaels, Trin Miller, Lindsay Seim, Shaun Fletcher

No comments:
Post a Comment