![]() |
| Monument, reżyseria Jagoda Szelc |
Trudno krytykować film, w którym na
samym wstępie reżyserka zapowiada występując na ekranie, że zależy on od
indywidualnej interpretacji, a w trakcie wywiadów podkreśla skromniutki budżet.
Ale i tak szkoda tej produkcji, bo przy większym wysiłku scenariuszowym mogło
powstać dzieło wybitne.
Grupa studentów jedzie na hotelowe praktyki.
Zatrzymują się na stacji benzynowej, kupują wódkę, zawieraj przyjaźnie. Po
dojechaniu przejmuje ich charyzmatyczna kierowniczka. Jedni będą kelnerami na
polskim weselu, inni sprzątać pokoje hotelowe, jedna opiekować się niedołężną
otyła kobietą z przeszłością jeszcze z II WŚ, a jeszcze inni przygotowywać
tajemniczy monument. Odbiera się im tożsamość, dostają te same imiona. Realność
całego świata zacznie powoli zanikać.
To drugi po „Wieży, jasny dzień” film Jagody
Szelc, która podkreśla że ten test na reżysera, jakim jest druga produkcja,
chciała przejść jak najszybciej i przy jak najtrudniejszych warunkach. Wybrała
więc niedopracowany scenariuszowo pomysł angażując absolwentów łódzkiej
filmówki, i przy budżecie na poziomie 200 tys. zł utkała film odnoszący się do
wielu dzieł kulturowych: od literatury, poprzez malarstwo, po sztukę filmową.
Wydaje się, że reżyserka zbyt mocno asekuruje się warunkami, bo na kanwie tego
pomysłu mogło powstać dzieło duże lepsze, może nawet kultowe. Niewykluczone
zresztą że Szelc taki film w swojej karierze nakręci. Zaczęła z wysokiego
filmowego „C”. Może stąd niedosyt po projekcji „Monumentu”.
Sama koncepcja scenariuszowa jest
pomysłowa (chociaż też już wielokrotnie stosowana), może jedynie razić
bezpośredniość z jaką jest ona podana widzowi w ostatniej scenie. Jednak to ten
film, w którym ostatnia scena przewartościowuje (raczej wątpliwe żebyś ktoś ze
szczątków aluzji domyślił się wcześniej) wszystkie wcześniejsze. To powoduje,
że widz może od nowa poukładać sobie wszystkie sceny i ma pretekst do
przemyśleń. Ten filmowy zabieg wielokrotnie znamionował prawdziwe arcydzieła
(chociażby horror „Inni”) i tutaj mogłoby być podobnie, gdyby nie jeden
mankament. Otóż fabuła poszczególnych wątków, najlepiej nazwać jej jako
„pokoje” ze względu na wyraźny podział, jest co najwyżej przeciętna. Tak
naprawdę - żaden nie przekonuje w pełni. A mógłby. Wystarczyłoby więcej
inwencji scenariuszowej. Może także lepszym rozwiązaniem byłoby któryś z nich
uwypuklić. Początkowo takim wydawał się charyzmatyczny stosunek szefowej do
uczestników, ale ona akurat zupełnie w pewnym momencie znika kosztem tematu
donoszenia jednego z uczestników. Brakuje więc mocniejszego przekazu, a z
pojedynczych epizodów trudno utkać rozsądny wkład scenariuszowy.
„Monument” jest pomimo miernego
przekazu wręcz kopalnią nawiązań do wielu dzieł malarsko-filmowych. Zresztą już
sam tytułowy przedmiot nasuwa nawiązania do kultowego filmu science-fiction.
Klimatem przez długi czas przypomina słynny serial „Królestwo” Larsa von Triera, co tylko pokazuje jaki potencjał tkwił
w pomyśle. Kinomani znajdą także wiele innych nawiązań, co zresztą było widać
podczas ciekawej rozmowy z reżyserką po premierze filmu w warszawskim kinie
Luna.
Szelc bardzo ekspresyjna, wygłupiała
się i modulowała głos, ale dodała wiele niezwykle ciekawych swoich spostrzeżeń,
które w trakcie percepcji tego niewątpliwie trudnego w odbiorze filmu mogły
umknąć. Jedną z nich jest zmienny sposób kamerowania: pierwsze sceny są w
klimacie paradokumentalnym, następnie tworzony jest klimat charakterystyczny do
thrillerów z najazdami kamery, odbiciami, przyciemnianiem, a w końcu
odrealniony obraz z zakrzywieniami rzeczywistości.
Z niezwykłą dbałością potraktowano
kwestię realizacji dźwięku. Nawet w tak słabym kinie (pod względem słyszalności)
jak Luna wybrzmiewały w bardzo różnorakich miejscach nasilenia dźwiękowe, co
wielokrotnie robiło piorunujące wrażenie. Szkoda, tylko że nie dopracowano
kwestii słyszalności dialogów, co pewnie było kwestią ograniczeń budżetowych.
Niestety momentami trudno zrozumieć co jest mówione, a w trakcie premiery
ratowały jedynie angielskie napisy.
Produkcja tego filmu to test dla
młodych aktorów, absolwentów łódzkiej filmówki. Pomimo kiepskiej podstawy
scenariuszowej, praktycznie wszyscy sobie tutaj dali radę, co ważne: wiele od
siebie dodając. Pomogła im z pewnością w tym reżyserka równomiernie
rozdzielając czas ekranowy, kosztem bardziej wyrazistego przesłania. Znaleźć
czas dla dwudziestu aktorów, mniej więcej w podobnym stopniu, z pewnością było
wyzwaniem. Jednak się to Szelc udało, dzięki czemu wielu bohaterów pozostaje na
dłużej w pamięci.
Nie ma oczywiście szans aby film,
pomimo dość atrakcyjnej klamry scenariuszowej wyjaśniającej całość, przedarł
się do szerszej widowni. Zapewne będzie jeszcze bardziej niszowy od pierwszej
produkcji Szelc. Jednak młodej reżyserce bardzo blisko do osiągniecia sukcesu
komercyjnego, wbrew zarzekaniom. Bo i blisko jej do stylu, który wielu
niepokornych reżyserów odprowadził do mainstreamu i filmowej sławy.
Plusy:
- pomysł – klamra scenariuszowa
- realizacja dźwięku
- liczne nawiązania kulturowe
- młodzi aktorzy
Minusy:
- braki scenariuszowe
- wyciszenie wątku dominującego
- niesłyszalność dialogów
Zwiastun:
Polska premiera: 15 marca 2019
Dystrybutor: Velvet Spoon
Produkcja: Polska
Rok: 2018
Gatunek: dramat
- reżyseria i scenariusz: Jagoda Szelc
- obsada: Zuzanna Pawlak, Anna Biernacik, Paulina Lasota, Karolina Bruchnicka, Anna Bolewska

No comments:
Post a Comment