![]() |
| Witajcie w Marwen, reżyseria Robert Zemeckis |
Może od Zemeckisa oczekujemy czegoś
więcej, jednak obiektywnie ten film, co prawda dużo gorszy od najlepszych
produkcji Roberta Zemeckisa, warty jest obejrzenia.
Pod recenzją bonusowo
zapraszamy do relacji z naszej wizyty w nowym, megaluksusowym kinie w Blue City.
II Wojna Światowa. Małe miasteczko w
Belgii. Grupa atrakcyjnych kobiet dowodzona przez przystojnego lotnika. z
fantazją i precyzją likwiduje niemieckich żołnierzy.
To tylko kukiełkowa inscenizacja
Amerykanina, byłego grafika, który po przykrym wypadku stracił poczucie
rzeczywistości. Poddawany leczeniu wpada w paranoje, a każda odznaka faszyzmu
(tatuażu, władcze postawy) wywołuje w nim stany lękowe powodując przeskoki do
alternatywnej rzeczywistości. Choroba uniemożliwia również ukaranie i skazanie
sprawców napadu dokonanego na tle braku tolerancji. Mężczyzna bowiem odznaczał
się już przed wypadkiem dziwnymi zachowaniami i skłonnościami do damskich
ciuszków.
Sama fabuła jest tutaj traktowana po
macoszemu. Ma jednak swoją logikę i w trakcie rozwoju wydarzeń ujawnia genezę i
uzasadnienie specyficznego przypadku głównego bohatera. Nie jest co prawda
wielce odkrywcza, nie prowadząc do zaskakujących rozwiązań, a nade wszystko trąci
myszką. To taka historia dla kina sprzed lat: prosta, przewidywalna, pocieszna.
Może dzisiaj w epoce produkcji marvelowskich wymagane jest dużo więcej, stąd
dosyć chłodne przyjęcie. Jednak nie można też jej zupełnie deprecjonować, bo
zawiera ciekawe spostrzeżenia, a choroba psychiczna sama w sobie stanowi
ciekawą kanwę historii. Wiarygodności dodaje również jej autentyczne
pochodzenie: w USA żyje bowiem Mark Hogancamp, który uciekł do świata zabawek,
lalek i kukiełek. A fikcyjne wydarzenia w miasteczku Marwen powstały w jego
głowie, więc rzeczywistość ekranowa jest jak najbardziej rzeczywista. I to ona
jest atutem filmu, który pod względem realizacyjnym może się podobać.
Szczególnie zachwycają przejścia pomiędzy częścią realną, a stanowiącą
wyobrażenie bohatera. Rzeczywistość kukiełkowa jest dopracowana w każdym
szczególe, a w bardzo ciekawy sposób powiązano rzeczywistość wojenną, ze
współczesnymi wyobrażeniami o urodzie kobiet. Film jednak z łatwością omija
wszelkie ryzyka niewiarygodności, chociażby podkreślając że szpilki wynaleziono
już po wojnie.
Należy jednak podkreślić, że nie jest
to produkcja dla młodszych widzów. Sceny są drastyczne, szczególnie sceny
walki, rozstrzelania, czy też frywolne seksualnie i wręcz wyuzdane erotycznie. Współczesnej
pasuje to do postrzegania atrakcyjnych kobiet, ale w czasach wojennych sytuacja
była inna. Nie razi to jednak, a wprost przeciwnie – uatrakcyjnia baśniową,
fantazyjną wizję okresu wojennego.
Warty podkreślenia jest również
dystans reżysera do swojej wcześniejszej, duże lepszej oczywiście, twórczości.
Nawiązania do takich filmów jak „Powrót do przyszłości” są bardzo czytelne. Dla
fanów Zemeckisa film nabiera więc dodatkowych smaczków. Faktem jest, że
ostatnio mu się słabej wiedzie, a „Forrest Gump” pozostanie raczej szczytem
jego umiejętności (chociaż w tym filmie stan psychiczny bohatera do Forresta w sposób
oczywisty nawiązuje), jednak słabszą formę rekompensuje konsekwencją w stylu i pewnym
dystansem do realizacji filmów. Tak naprawdę to „Witajcie w Marwen” porusza
poważny problem, jednak robi to w wyważony sposób, z dużym dystansem do
rzeczywistości. Może i dobrze. Nikt w końcu nie wie jak podchodzić do wielu urazów
psychicznych, a ich leczenie to często lekarska improwizacja. Tymczasem wydaje
się, że bohater lepiej radzi sobie własnymi sposobami, niż po zażyciu
przepisanych lekarstw.
Pozytywnie należy także ocenić rolę
Steve Carella, znanego z różnych bardziej niewdzięcznych propozycji. Tutaj
jednak potrafił wyważyć swoją rolę, dobrze wypada jako postać z zachowaniem
emocjonalno-psychiczną. Klasą w sobie są panie występujące na ekranie, nawet
jeżeli te z przeszłości to przede wszystkim postacie kukiełkowe. Leslie Mann
i Diane Kruger jednak mają w sobie to coś, chociaż tutaj występują
epizodycznie.
To prawda, że film ten nie przejdzie
do historii kina, jednak warto docenić wysiłek realizacyjny, szczególnie że ogląda
się go z dużą dozą przyjemnością, a w pewnym momencie nawet zainteresowania. Szkoda
więc, że odniósł klapę finansową: wysokie nakłady, niska frekwencja
zniechęconych recenzjami i słabszą ostatnio formą Zemeckisa widzów.
Plusy:
- realizacja scen kukiełkowych
- nie głupia historia poparta rzeczywistą postacią
- dobre aktorstwo
- nawiązania do poprzednich filmów Zemeckisa
- scenografia, kostiumy
- atrakcyjne kobiety
- świetny plakat nawiązujący do najlepszego dzieła reżysera
Minusy:
- zbyt prosta historia
- niewykorzystany motyw współczesny
- przewidywalne i mało odkrywcze
- brutalne i krwawe sceny
- forma trąci myszką
- powtarzalność kolejnych motywów
- lubieżna erotyka nie pozwalająca na propozycję dla nastolatków
- porażka finansowa (duże nakłady, kiepski odbiór widowni)
Zwiastun:
Tytuł oryginalny: Welcome to Marwen
Polska premiera: 1 marca 2019
Produkcja: USA
Rok: 2018
Gatunek: fantasy
- reżyseria: Robert Zemeckis
- scenariusz: Caroline Thompson, Robert Zemeckis
- zdjęcia: C. Kim Miles
- muzyka: Alan Silvestri
- montaż: Jeremiah O’Driscoll
- scenografia: Stefan Dechant
- obsada: Steve Carell, Leslie Mann, Diane Kruger, Merritt Wever, Janelle Monáe, Eiza González, Gwendoline Christie, Leslie Zemeckis
Helios w Blue City
Film wszedł na polskie ekrany w
stosunkowo wybiórczej dystrybucji. Stał się więc okazją by przetestować nowe,
luksusowe kino w warszawskim Blue City. Czy ten eksperyment przy dużym
nasyceniu sal kinowych w warszawskich centrach handlowych wypali - trudno
powiedzieć. Nie sposób jednak odmówić zapału, pomysłowości i zaangażowania
finansowego pierwszego kina sieci Helios w Warszawie.
Pierwszy problem z jakim trzeba uporać
- to parking. Z tym w Blue City zawsze było kiepsko. Nawet w niedzielę
niehandlową nie było łatwo zaparkować.
Lokalizacja średnia, Blue City nie
jest na topie warszawskich centrów handlowych, chociaż nowa Ikea może trochę
poprawić frekwencję.
Ceny w kinie stosunkowo wysokie, ale
chyba konkurencyjne. Atrakcją są tańsze wtorki. Do sal Dream dodatkowo opłata 7
zł. Warto, bo wszystkie fotele luksusowe – można je rozłożyć prawie do pozycji
leżącej (i to jest lepsza opcja, bo na siedzącą już są nie najlepiej
sprofilowane). Bardzo dużo miejsca, znakomity dźwięk, wyraźny obraz. Wszystko
pachnie nowością, obsługa również miła. Znakomity pomysł z nadaniem dla ośmiu
sal nazw nieistniejących już warszawskich kina (Palladium, Relax, Skarpa,
Moskwa, Femina, Bajka, Capitol, Moskwa). Bardzo dobry również pomysł z
wyświetlaniem informacji o czasie rozpoczęcia seansu, szkoda jednak że nie
dotyczy ona początku filmu, a jedynie rozpoczęcia bloku reklamowego.
Nie obyło się bez mankamentów – w
momencie rozpoczęcia filmu rozbłysły światła i dopiero interwencja spowodowała,
że po kilku minutach powoli wygasały. Za to po zakończeniu w trakcie napisów
się nie zapaliły, przez co widzowie, którzy nie zostają do końca muszą przepychać
się w ciemności.
Frekwencja nie powala – i to jest na
początek największy problem. Ledwie po kilka osób na każdym seansie. Może w
handlowe dni jest lepiej, ale czy tak wysokie nakłady się zwrócą – raczej
wątpliwe.
Na razie jest pięknie, wygodnie i
pachnie nowością. Jednak żeby przebić się przez konkurencję: Cinema City z
kartami Unlimited i Multikino z lepszymi lokalizacjami – muszą się bardzo
postarać.

No comments:
Post a Comment